Informacje, Kultura

Piwo na bulwarach nad Sołą i problem, który Oświęcim sam sobie stworzył

Estimated reading time: 4 minuty

W miniony weekend Straż Miejska interweniowała na bulwarach nad Sołą. Cztery osoby w wieku około dwudziestu lat piły alkohol w miejscu publicznym i używały wulgarnych słów. Jedna trafiła do Ośrodka Przeciwdziałania Problemom Alkoholowym w Bielsku-Białej. Wobec pozostałych zostaną skierowane wnioski o ukaranie do sądu. Prokuratura może zająć się sprawą znieważenia funkcjonariusza.

Fakty są suche. Ale pytanie, które się za nimi kryje, jest już znacznie ciekawsze: czy Oświęcim robi z bulwarami dokładnie to, co zrobiło wiele polskich miast przed nim — zainwestował w piękną przestrzeń, a potem zakazał w niej życia?

Bulwary są sukcesem. I to jest właśnie problem

Rewitalizacja nabrzeża Soły to jedna z lepszych inwestycji, jaką miasto zrealizowało w ostatnich latach. Ławki, alejki, zieleń, widok na wodę. Miejsce, do którego ludzie chcą przychodzić — wieczorami, w weekendy, latem. Młodzi ludzie też. I tu zaczyna się kłopot, który Oświęcim sam sobie stworzył: zbudował przestrzeń tętniącą życiem, ale nie przewidział, że życie ma różne formy. Że ktoś przyjdzie z piwem. Że będzie głośno. Że po 22 ktoś jeszcze będzie chciał zostać.

Zakaz spożywania alkoholu w miejscu publicznym obowiązuje na terenie całego kraju, jeśli rada gminy tak postanowi — i w Oświęcimiu obowiązuje. Straż Miejska ma obowiązek egzekwować prawo. To nie podlega dyskusji. Ale prawo to nie jest wyrocznią mądrości — jest efektem decyzji politycznej, którą można zmienić.

Poznań nad Wartą pokazuje, że da się inaczej

Kilkaset kilometrów na północ, na poznańskich bulwarach nad Wartą, od kilku sezonów działa wyznaczona strefa, w której można legalnie spożywać alkohol. Miasto nie zakazało — wydzieliło. Określiło miejsce, godziny, zasady. Efekt? Ludzie piją w wyznaczonej przestrzeni, a nie po krzakach. Straż Miejska interweniuje rzadziej, bo nie musi ścigać każdego z puszką piwa — zajmuje się rzeczywistymi problemami z porządkiem. Mieszkańcy, którzy chcą ciszy, mają swoje strefy. Ci, którzy chcą towarzystwa i kieliszka wina nad wodą — też.

To nie jest rewolucja. To zarządzanie przestrzenią publiczną w XXI wieku.

Argumenty za zakazem są poważne

Nie ma sensu udawać, że problem nie istnieje. Alkohol w przestrzeni publicznej potrafi być uciążliwy — dla rodzin z dziećmi, dla seniorów, dla tych, którzy przyszli pobiegać albo po prostu posiedzieć w ciszy. Głośne grupy, wulgaryzmy, śmieci, nocne awantury — to realne doświadczenie wielu mieszkańców wielu polskich miast. Weekend na oświęcimskich bulwarach potwierdza, że te obawy nie są abstrakcją.

Są też głosy, że wyznaczanie stref to wysyłanie złego sygnału — przyzwolenie na picie, normalizowanie alkoholu w przestrzeni wspólnej. Szczególnie w mieście, które zmaga się z problemem uzależnień jak każde inne.

Ale argumenty za strefą są silniejsze

Zakaz nie sprawia, że ludzie przestają pić — sprawia, że piją w miejscach, gdzie nikt ich nie widzi, albo że piją i wiedzą, że robią coś zakazanego, co generuje napięcie z każdym mijającym mundurem. Zakaz nie buduje kultury. Buduje konflikt.

Strefa — dobrze zaprojektowana, z infrastrukturą, z jasnymi zasadami — robi coś innego. Mówi: rozumiemy, że chcesz spędzić wieczór nad rzeką z butelką wina. Robimy dla ciebie miejsce. Ale są też zasady, których wszyscy się trzymamy. To jest język dorosłego miasta, które traktuje swoich mieszkańców jak dorosłych.

Wolność nie polega na tym, że można wszystko wszędzie. Polega na tym, że przestrzeń publiczna jest zaprojektowana z myślą o różnych ludziach i różnych potrzebach — bez zakładania z góry, że człowiek z piwem jest zagrożeniem.

Oświęcim może być pierwszy w regionie

Żadne miasto Małopolski nie zdecydowało się dotąd na wprowadzenie wyznaczonych stref spożywania alkoholu w przestrzeni publicznej. Oświęcim mógłby być pierwszy. Mógłby pokazać, że nowoczesne zarządzanie miastem nie polega na mnożeniu zakazów i wysyłaniu straży miejskiej do dwudziestolatków z puszką piwa, ale na mądrym projektowaniu przestrzeni.

To wymaga odwagi radnych i prezydenta. Wymaga rozmowy z mieszkańcami. Wymaga też pewnie kilku trudnych wieczorów na sesjach rady miasta.

Ale wymaga przede wszystkim jednej decyzji: czy Oświęcim chce być miastem, które zakazuje — czy miastem, które rozwiązuje problemy.

Strona główna » Archiwum » Piwo na bulwarach nad Sołą i problem, który Oświęcim sam sobie stworzył
Poprzedni artykuł

2 komentarze

  1. Przynajmniej wiadomo, dlaczego na tym pseudoportalu autorzy artykułów nie podpisują się własnym imieniem i nazwiskiem – ponieważ widocznie chociaż częściowo są świadomi, jak idiotyczne rzeczy wypisują. Leczcie się.

  2. Dlatego że liderzy lokalnego PO nie ustawili tam punktu zero i wieży widokowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Send this to a friend