Estimated reading time: 5 minut
Emerytura miała być końcem. Dla dziesiątek tysięcy mieszkańców Małopolski okazała się tylko zmianą warunków zatrudnienia. Co druga pracująca emerytka w regionie zarabia na życie mimo świadczenia – nie obok niego, lecz zamiast polegania na nim. Bo nie ma wyjścia. Bo system obiecał więcej, niż dał. Bo luka między tym, co wypracowały, a tym, czego potrzebują, jest realna i bolesna.
Pokolenie, które zbudowało Polskę. Polska każe mu budować dalej
Dane ZUS z Małopolski to nie statystyczny drobiazg. To sygnał tektonicznych zmian, które politycy wciąż traktują jak zjawisko marginalne. Tymczasem armia pracujących emerytów już teraz współtworzy polskie PKB – i robi to bez żadnej spójnej polityki państwa wobec tej grupy.
W grudniu 2025 roku w samej Małopolsce 76,6 tysiąca osób z prawem do emerytury wciąż płaciło składki zdrowotne jako aktywni uczestnicy rynku pracy. W skali całego kraju takich osób było niemal 880 tysięcy. Dla porównania – to więcej niż łączna populacja Gdańska.
Można by powiedzieć: emeryci pracują, bo muszą. Bo inflacja zjadła świadczenia, bo waloryzacja to fikcja, bo ZUS dał za mało. I byłoby w tym sporo prawdy. Ale ta interpretacja – wygodna, bo zwalnia z myślenia – jest zarazem niebezpiecznie niepełna.
Teza, której nikt nie chce postawić wprost
Polska niepostrzeżenie weszła w model, który ekonomiści nazywają extended working life economy – gospodarkę przedłużonej aktywności zawodowej. I weszła w nią tylnymi drzwiami, bez planu, bez polityki, bez refleksji. To nie jest sukces systemu emerytalnego. To jest jego nieplanowany produkt uboczny, który zaczyna żyć własnym życiem.
W ciągu ostatniej dekady liczba pracujących emerytów wzrosła o 35 procent – podczas gdy ogólna populacja emerytów urosła jedynie o 25 procent. Różnica nie jest przypadkowa. Ona jest strukturalna. Oznacza, że coraz więcej ludzi z przyznaną emeryturą świadomie wybiera pozostanie na rynku pracy – nie zamiast świadczenia, lecz obok niego.
Co dwudziesty pracujący w polskiej gospodarce to emeryt. Jeden na dwadzieścia zatrudnionych. Gdyby powiedzieć to głośno na konferencji prasowej rządu, wywołałoby to poważną debatę. Tymczasem dane ZUS przeszły przez media jak komunikat o zmianie rozkładu jazdy PKP.
Kobiety jako motor tej zmiany
Liczby z Małopolski mówią coś jeszcze. Wśród pracujących emerytów objętych ubezpieczeniami emerytalno-rentowymi – a więc tych, którzy realnie uczestniczą w rynku pracy na warunkach zbliżonych do pełnego zatrudnienia – 63 procent stanowią kobiety.
To odwrócenie stereotypu. W polskim dyskursie publicznym emeryt-pracownik to zazwyczaj mężczyzna po sześćdziesiątce: specjalista, fachowiec, ekspert, którego firma „nie może się pozbyć”. Tymczasem za cyframi stoi inna rzeczywistość: to przede wszystkim emerytki, często w zawodach sfeminizowanych i nisko opłacanych – opiece, edukacji, handlu, administracji – które po osiągnięciu wieku emerytalnego wracają do pracy lub jej po prostu nie przerywają.
Pytanie, które powinno paść w sejmowej komisji i w gabinetach ministrów, brzmi: dlaczego? Czy dlatego, że te kobiety chcą pracować? Czy dlatego, że ich emerytury – naliczone od niższych, sfeminizowanych płac i krótszych stażów – są strukturalnie za niskie, by wystarczyć na godne życie?
Polska luka emerytalna między kobietami a mężczyznami wynosi ponad 20 procent. Pracujące emerytki z Małopolski są twarzą tej luki – tyle że twarzą, której system woli nie oglądać.
Prawo, które sprzyja aktywności – ale przypadkowo
Od osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego – 60 lat dla kobiet, 65 dla mężczyzn – Polacy mogą dorabiać do emerytury bez żadnych limitów. To racjonalne rozwiązanie, które jednak nie powstało jako element przemyślanej strategii aktywizacji zawodowej seniorów. Wyrosło z presji społecznej i stopniowego łagodzenia restrykcji, nie z wizji tego, jak ma wyglądać polski rynek pracy w 2030 roku.
Efekt jest taki, że mamy dziś quasi-politykę bez polityki. Prawo sprzyja aktywności zawodowej seniorów, ale państwo nie wie, co z tą aktywnością zrobić. Brak programów przekwalifikowania dla pracujących emerytów. Brak zachęt dla pracodawców do zatrudniania tej grupy na elastycznych warunkach. Brak systemowego wsparcia dla pracowników w wieku 58–64 lat, którzy chcą wejść w fazę stopniowego wychodzenia z rynku pracy zamiast gwałtownego urwania kariery.
Innymi słowy: pracujący emeryt jest w Polsce zjawiskiem tolerowanym, ale nie zarządzanym.
Co z tym zrobić
Polska starzeje się szybciej, niż chce to przyznać klasa polityczna. Dzietność spada, imigracja nie jest w stanie zasypać luki pokoleniowej w krótkim horyzoncie, a system emerytalny zaprojektowany w latach dziewięćdziesiątych nie był budowany z myślą o świecie, w którym sześćdziesięciopięciolatek jest zdrowy, sprawny i chce pracować.
Dane ZUS pokazują, że rynek pracy odpowiedział na tę rzeczywistość samoczynnie, bez czekania na polityków. Niemal 880 tysięcy emerytów pracuje. To zdolność adaptacyjna społeczeństwa – i należy jej przyklasnąć. Ale adaptacja bez wsparcia instytucjonalnego ma swoje granice.
Polska potrzebuje nie jednego przepisu, lecz zintegrowanej polityki srebrnego rynku pracy: elastycznych form zatrudnienia seniorów, bodźców podatkowych dla firm utrzymujących starszych pracowników, programów zdrowotnych wydłużających aktywność zawodową oraz – przede wszystkim – uczciwej odpowiedzi na pytanie o niskie emerytury kobiet.
Dane ZUS to nie jest suchy komunikat prasowy. To diagnoza. I jak każda diagnoza postawiona w porę – daje szansę na leczenie. Pod warunkiem że ktoś zechce ją przeczytać uważnie.

Jeżeli ktoś pracuje do emerytury w systemie trzyzmianowym lub cztero brygadowym to rzadko chce lub zdrowie pozwala pracować dłużej oczywiście nie dotyczy to górników, policjantów, strażaków, żołnierzy czy innych służb którzy przechodzili na emerytury po 15 czy 25 latach pracy w wieku czterdziestu paru czy max pięćdziesięciu lat więc teraz pracują. Wielu pracowników biur, szkół, urzędów czy innych zawodów po prostu pracuje dalej pomimo osiągnięcia wieku emerytalnego ale co mają zrobić z nadmiernym wolnym czasem? Oczywiście jest też grono osób którym po prostu brakuje pieniędzy ze względu na niskie zarobki więc niską emeryturę czy krótki staż pracy i muszą teraz pracować pomimo wieku emerytalnego.