Informacje, Kultura

Co roku w tym samym miejscu pojawiają się żonkile. Oświęcim pamięta o Wielkiej Synagodze i getcie warszawskim

Estimated reading time: 4 minuty

Co roku w połowie kwietnia w miejscu dawnej Wielkiej Synagogi w Oświęcimiu pojawiają się żonkile. 19 kwietnia mija 83. rocznica powstania w getcie warszawskim. Ktoś pamięta.

Foto: oshpitzin.pl

Żonkile przy Berka Joselewicza w Oświęcimiu. Ktoś pamięta o Wielkiej Synagodze i getcie warszawskim

Co roku w połowie kwietnia w oświęcimskim parku kieszonkowym przy ul. Berka Joselewicza pojawiają się żonkile. Ktoś je sadzi. Ktoś pamięta.

To miejsce nie jest przypadkowe. Przed wojną stała tu Wielka Synagoga — serce żydowskiego Oświęcimia, centrum modlitwy i życia społecznego kilkutysięcznej społeczności, która przez wieki współtworzyła to miasto. Niemcy wysadzili synagogę w 1939 roku. Dziś zostało po niej to, co zostało — skrawek zieleni, kilka kroków od ruchliwej ulicy.

Żonkile to symbol wybrany nieprzypadkowo. W 1993 roku, w pięćdziesiątą rocznicę powstania w getcie warszawskim, Marek Edelman — jeden z ostatnich żyjących dowódców Żydowskiej Organizacji Bojowej — poprosił, by przysyłano mu co roku żółte kwiaty. Nie mowy, nie pomniki. Kwiaty. Od tamtej pory żonkil stał się znakiem rozpoznawczym dnia pamięci o powstaniu — i o ludziach, którzy 19 kwietnia 1943 roku podjęli walkę bez złudzeń co do jej wyniku.

Powstanie trwało prawie miesiąc. Kilkuset słabo uzbrojonych bojowników stawiało opór ponad dwóm tysiącom żołnierzy SS, Wehrmachtu i formacji pomocniczych. Niemcy palili dom po domu, blok po bloku. Gdy 8 maja odkryli bunkier przy Miłej 18, gdzie znajdował się sztab ŻOB z Mordechajem Anielewiczem na czele, większość żołnierzy wybrała samobójstwo zamiast poddania się. Ostatnie grupy walczyły do 16 maja. Tego dnia generał SS Jürgen Stroop rozkazał wysadzić Wielką Synagogę na Tłomackiem — jako gest triumfu.

Nie był to triumf

Powstanie nie miało militarnej szansy na sukces i jego uczestnicy o tym wiedzieli. Walczyli, bo nie chcieli umierać biernie — bo, jak pisał ocalały Israel Gutman, był to „kamień rzucony przeciwko ideologii dzikiej, wyzbytej cech człowieczych”. Świat milczał. Alianci nie zareagowali. Szmul Zygielbojm, przedstawiciel rządu polskiego na uchodźstwie w Londynie, popełnił samobójstwo w proteście przeciwko tej obojętności, pisząc: „Nie mogę żyć, gdy resztki narodu żydowskiego w Polsce są likwidowane”.

Oświęcim ma z tą historią szczególny związek — i nie chodzi tylko o obóz. Przed wojną Żydzi stanowili tu połowę mieszkańców. Mieli swoje domy, sklepy, synagogi, cmentarz. Mieli swoje miasto. Wielka Synagoga przy Berka Joselewicza była jego centralnym punktem. Wysadzono ją w pierwszych tygodniach okupacji, zanim jeszcze ktokolwiek wymówił słowo „Auschwitz”.

Żonkile w parku kieszonkowym nie są wielkim gestem. Są małym, powtarzającym się każdego roku przypomnieniem. Że to miejsce coś znaczy. Że ktoś tu był. Że tamci ludzie — zarówno ci z Oświęcimia, jak i ci z warszawskiego getta — zasługują na coś więcej niż tabliczkę.

Wystarczy się zatrzymać na chwilę. Spojrzeć na kwiaty. Pamiętać.

19 kwietnia przypada 83. rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim.

Strona główna » Archiwum » Co roku w tym samym miejscu pojawiają się żonkile. Oświęcim pamięta o Wielkiej Synagodze i getcie warszawskim
Poprzedni artykułNastępny artykuł

3 komentarze

  1. Skrajnie faszystowski ten policjant. Ten komentarz powinien zostać zgłoszony do służb.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Send this to a friend