Informacje

Żółte bariery na chodniku przy Dąbrowskiego. Kiedy troska o bezpieczeństwo zamienia się w przeszkodę

Na skrzyżowaniu Dąbrowskiego i Piłsudskiego pojawiły się nowe żółte bariery przy przejściu dla pieszych. Mają skłonić pieszych i rowerzystów do zwolnienia i rozejrzenia się przed wejściem na pasy. Problem w tym, że wielu mieszkańców po prostu je omija — po trawie, z boku ogrodzenia — zamiast korzystać z wyznaczonego przejścia.

Skrzyżowanie, które nie daje spokoju

Trudno o miejsce bardziej symptomatyczne dla problemów ruchu na Starym Mieście. Dąbrowskiego to jeden z głównych traktów centrum Oświęcimia, a Piłsudskiego, jako ulica podporządkowana, wpada w niego bez sygnalizacji świetlnej — jest tylko przejście dla pieszych, oznakowanie i dobra wola kierowców. To właśnie ten brak świateł, w połączeniu z natężeniem ruchu na Dąbrowskiego, od dawna sprawiał, że okoliczni mieszkańcy nie czuli się tu w pełni bezpiecznie.

Piesi narzekali na kierowców, którzy wjeżdżając z Dąbrowskiego na Piłsudskiego, nie zwalniali przy przejściu. Kierowcy z kolei mieli swoją listę żalów: rowerzyści i użytkownicy hulajnóg elektrycznych, przejeżdżający przez pasy w pędzie, choć przepisy nakazują zejście z jednośladu. Każda ze stron miała swoją wersję tej samej historii — i każda miała trochę racji.

Odpowiedź: żółta bariera

Rozwiązanie, które się pojawiło, jest proste do bólu — fizyczna przeszkoda ustawiona po stronie chodnika, mająca skłonić pieszych i rowerzystów do zwolnienia tam, gdzie wcześniej same znaki i pasy nie wystarczały. Bariery zwężają dojście do przejścia, kierując ruch w jeden, wąski punkt. To zmusza do chwili refleksji, do świadomego wejścia na jezdnię zamiast automatycznego kroku w biegu — szczególnie ważnego tam, gdzie nikt nie zatrzyma ruchu czerwonym światłem. To też rozwiązanie tańsze i szybsze niż budowa pełnej sygnalizacji — łatwe do wdrożenia, choć, jak się okazuje, niekoniecznie tak skuteczne, jak zakładano.

W praktyce miasto zderzyło się z czymś, co inżynierowie ruchu znają od dawna — z ludzką pomysłowością w omijaniu przeszkód. Wystarczy spojrzeć na trawę po obu stronach nowego ogrodzenia, wydeptaną już na tyle wyraźnie, że trudno ją pomylić z przypadkowym śladem. Część pieszych, zamiast czekać na wąskie przejście, po prostu je obchodzi.

Bezpieczeństwo czy iluzja bezpieczeństwa?

W tym miejscu warto się zatrzymać na dłużej. Bo pytanie, które się nasuwa, jest szersze niż jedno skrzyżowanie: czy fizyczne bariery rzeczywiście rozwiązują problem, czy tylko przesuwają go w inne miejsce? Odpowiedzi nie trzeba szukać w żadnych statystykach — wystarczy spojrzeć pod nogi, na wydeptaną trawę po bokach ogrodzenia.

Jest coś głęboko frustrującego w tym, że ostateczną cenę za nieodpowiedzialność części kierowców, rowerzystów i użytkowników hulajnóg płacą ci, którzy nigdy nie łamali żadnych zasad. Piesi, którzy zawsze uważnie rozglądali się przed wejściem na pasy, teraz muszą dodatkowo znaleźć wąską furtkę w metalowym ogrodzeniu. Codzienna trasa, która kiedyś była linią prostą, stała się małym slalomem.

Rodzi się bowiem wątpliwość, czy da się zaprojektować miasto na tyle bezpieczne, że nie trzeba w nim grodzić każdego niebezpiecznego miejsca. Czy może barierka jest po prostu łatwiejsza do postawienia niż zmiana nawyków kierowców i pieszych?

Poprzedni artykuł

1 komentarz

  1. Janusz tylko kombinuje jak utrudnić życie mieszkańcom. Chyba że to jakaś pułapka na pisowcow? Który tam często przychodzi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Send this to a friend