Oświęcim odwiedziło w ciągu ostatnich pięciu lat ponad 7,2 miliona osób – to więcej, niż mieszka w całej Chorwacji, choć oczywiście nie mówimy tu o tych samych ludziach, tylko o skali ruchu, jaki generuje Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. Radne Agnieszka Komendera i Mariola Madej złożyły na ręce prezydenta Janusza Chwieruta formalny wniosek o zbadanie, czy miasto mogłoby – i powinno – wprowadzić tzw. opłatę miejscową, znaną szerzej jako opłata turystyczna lub klimatyczna. To danina, którą od lat pobierają setki miejscowości w Polsce i na świecie – od Zakopanego po Wenecję.

Skala, która przestała rosnąć w oszałamiającym tempie
Liczby przywołane we wniosku robią wrażenie same w sobie, ale ciekawiej robi się, gdy przyjrzeć się ich dynamice. Z ok. 563 tys. odwiedzających w 2021 roku ruch skoczył do 1,18 mln rok później – to wzrost o 110 procent, efekt odbicia po pandemicznym zapaści. Potem tempo systematycznie hamowało: +41 proc. w 2023 r., +10 proc. w 2024 r. i już tylko +7 proc. w 2025 r., gdy liczba gości sięgnęła niemal 1,95 miliona. Innymi słowy: gwałtowny, postpandemiczny boom się skończył, a Oświęcim wchodzi w fazę bardziej przewidywalnego, kilkuprocentowego wzrostu rok do roku. To dobra wiadomość dla każdego, kto miałby planować budżet miasta w oparciu o wpływy z turystyki – łatwiej prognozować coś, co rośnie stabilnie, niż coś, co rośnie skokowo.
Do popularności miasta dokłada się coraz bogatsza baza noclegowa – hotele, hostele, apartamenty, pensjonaty – oraz walory, o których łatwo zapomnieć, myśląc wyłącznie o Muzeum: dolina Soły i Wisły, tereny zielone, rozwijająca się sieć tras rowerowych, dogodne położenie między Małopolską a Śląskiem i bliskość Energylandii w Zatorze, która ściąga do regionu kolejne rzesze turystów. Cały ten ruch to jednak nie tylko powód do satysfakcji, ale i twardy koszt: utrzymanie czystości, gospodarka odpadami, stan ulic i chodników, obsługa autokarów, oznakowanie, bezpieczeństwo publiczne. Radne argumentują, że dziś płacą za to głównie mieszkańcy, choć z efektów korzystają w dużej mierze osoby przyjezdne.

Czym właściwie jest opłata miejscowa
To fakultatywny podatek lokalny, uregulowany ustawą z 1991 roku – gmina sama decyduje, czy w ogóle chce go wprowadzić. Mogą go pobierać miejscowości o „korzystnych właściwościach klimatycznych, walorach krajobrazowych oraz warunkach umożliwiających pobyt” od osób, które zatrzymują się dłużej niż dobę w celach turystycznych czy wypoczynkowych. Wysokość stawki ustala rada gminy, nie może ona jednak przekroczyć limitu ogłaszanego co roku przez Ministra Finansów i Gospodarki – na 2026 rok to 3,46 zł za dobę w zwykłej miejscowości turystycznej, 4,89 zł na obszarze ochrony uzdrowiskowej i 6,67 zł w pełnoprawnym uzdrowisku. Pobiera ją zwykle inkasent – w praktyce właściciel hotelu, pensjonatu czy operator apartamentów – co radne wprost wskazują jako rozwiązanie, które w Oświęcimiu, z jego rozwijającą się bazą noclegową, dałoby się bez trudu wdrożyć.
Sąsiad już to robi, i to od czterech lat
Argument, który najmocniej pada we wniosku radnych, dotyczy sąsiedniej gminy Zator. Od 1 kwietnia 2022 roku pobiera ona opłatę miejscową od turystów odwiedzających Energylandię – miała ona zasilić budżet gminy o 200 tysięcy złotych już w pierwszym roku funkcjonowania. Od tego czasu stawkę kilkukrotnie podnoszono, w pewnym momencie do samego ustawowego maksimum. Jeśli licząca niespełna 4 tysiące mieszkańców gmina potrafi w ten sposób zbudować sobie dodatkowe źródło dochodu, pytanie o podobne rozwiązanie w znacznie większym i częściej odwiedzanym Oświęcimiu przestaje być abstrakcją.
Warto jednak pamiętać o przestrodze płynącej z Zakopanego, gdzie Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że opłata klimatyczna była przez lata pobierana niezgodnie z prawem, bo miejscowość nie spełniała wymaganych norm jakości powietrza. To dokładnie ten punkt, który radne wpisały jako jeden z warunków wstępnych swojego wniosku – analizę danych o jakości powietrza w Oświęcimiu. Bez takiego sprawdzenia wprowadzenie opłaty mogłoby się skończyć podobnie kosztownym rozczarowaniem.

Ile to kosztuje gdzie indziej
W samej Polsce różnice bywają spore, bo o stawce decyduje każda gmina z osobna. Dwutygodniowy pobyt czteroosobowej rodziny w Kołobrzegu, największym nadmorskim uzdrowisku, to dodatkowy koszt rzędu 373,52 zł. W Zakopanem – gdzie opłata wynosi 2 zł za dobę, choć jej legalność podważa wspomniany wyżej wyrok – ten sam pobyt kosztowałby zaledwie 112 zł.
Na świecie mechanizmy są podobne, choć często bardziej wyśrubowane. Wenecja, odwiedzana rocznie przez ponad 30 milionów turystów, pobiera w szczycie sezonu 2026 roku od 5 do 10 euro za jednodniowy wstęp do historycznego centrum – wyłącznie w wybrane 60 dni między kwietniem a lipcem, i wyłącznie od osób, które nie zostają na noc. Barcelona i Amsterdam poszły inną drogą i obciążają nocleg – pierwsza liczy sobie 3,25 euro za dobę, drugi stosuje najwyższy w Europie podatek turystyczny, sięgający 12,5 procent wartości pobytu. Chorwacja różnicuje stawki sezonowo, do 2,65 euro za dobę w szczycie lata w Dubrowniku, a Wyspy Kanaryjskie od tego roku każą płacić nawet 25 euro za wejście na najbardziej oblegane szlaki górskie – środki mają zasilić tamtejsze parki narodowe. Wspólny mianownik wszystkich tych rozwiązań jest jeden: turyści współfinansują infrastrukturę, z której korzystają, zamiast obciążać nią wyłącznie mieszkańców.

Bo ktoś i tak za to płaci
Wniosek radnych to na razie prośba o analizę, nie gotowy projekt uchwały – i słusznie, bo diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach: czy Oświęcim formalnie spełnia warunki ustawowe, ile realnie kosztuje obsługa ruchu turystycznego, jak duża jest baza noclegowa mogąca pełnić funkcję inkasenta. Ale pod tymi pytaniami kryje się jeszcze jedno, bardziej niewygodne: pytanie nie brzmi, czy ktoś zapłaci za obsługę blisko dwóch milionów gości rocznie, bo ktoś już płaci. Pytanie brzmi, kto?
W ostatnich latach systematycznie rosną opłaty obciążające mieszkańców Oświęcimia. Stawka za odbiór odpadów komunalnych podniosła się z 32 złotych miesięcznie od osoby w 2024 roku, przez 35,50 zł w 2025, do 37,50 zł w roku bieżącym. Podatek od nieruchomości wzrósł o ponad 4 procent. Taryfy za wodę i ścieki zmieniały się zarówno w 2025, jak i w 2026 roku. Trzeba tu od razu uczciwie zaznaczyć: żadna z tych podwyżek nie jest wprost „podatkiem od turysty” – opłata za odpady musi ustawowo bilansować wyłącznie koszty obsługi śmieci mieszkańców, a taryfy wodociągowe ustala niezależny regulator, nie ma tu bezpośredniego mechanizmu przełożenia. Ale koszty sprzątania ulic, oznakowania, bezpieczeństwa i utrzymania infrastruktury dla milionów gości idą z tego samego, jednego budżetu miasta, z którego finansowane są też te coraz droższe usługi komunalne. Naczynia połączone rzadko kiedy działają inaczej.
To rodzi pytanie, na które warto znać odpowiedź, zanim ktoś ogłosi kolejną podwyżkę: czy bez opłaty turystycznej to nie odwiedzający, tylko sami mieszkańcy Oświęcimia będą przez kolejne lata po cichu dopłacać – w rachunkach za śmieci, wodę i podatek od nieruchomości – do rozwoju, który napędzają miliony gości niekoniecznie zdających sobie z tego sprawę? Analiza, o którą wnioskują Komendera i Madej, może wreszcie dać na to konkretną, policzalną odpowiedź.




@Anonim
A prezydent Katowic czy Szczecina nie polecieli. Można zrobić głupią i nieludzką (lub jak kto woli – ambitną klimatycznie) strefę jak w Krakowie, można też zrobić na odwal się jak w Katowicach czy Szczecinie. Możnaby też zrobić taką, na której skorzystają mieszkańcy a zapłacą turyści.
Świetny pomysł. Tylko że zdaje się prezydent Krakowa poleciał właśnie za taką strefę.
Dobre pytanie i kierunek dobry – tylko szczegóły słabe. Bo turystów zostających na 24 godziny i dłużej jest jak na lekarstwo i nijak się to ma przedstawionych milionów odwiedzających. Więc zyski średnie a dla miasta, zwłaszcza takiego, które od lat walczy by „turystów zatrzymać na dłużej”. Strzelanie sobie w stopę.
Co zatem by się sprawdziło – Strefa Czystego Transportu obejmująca drogi w pobliżu Muzeum w Oświęcimiu i Brzezince. Mieszkańcy zarejestrowani i płacący tutaj podatki – zwolnieni z opłat po zarejestrowaniu w systemie. Przyjeżdżający z opcją jednorazowej opłaty/winiety np. 7-dniowej i opcja całoroczna dla operatorów turystycznych czy pozostałych ludzi, którzy np. odwiedzają rodzinę. Systemy do rejestrowania tablic są dostępne i w miarę tanie. Wystarczy chcieć.
Te opłaty będą pobierane na rogatkach miasta? Proszę wyjaśnić jak to technicznie będzie wyglądało? Pytam bo większość turystów to turyści jednodniowi, którzy przyjeżdża tylko do Muzeum. Może Muzeum będzie zbierać ten haracz?
Za koncerty, festiwale trzeba zdaje się zapłacić, prawda? I jak to sobie wyobrażasz: bezustanne imprezy przez cały rok aby uczestnicy nocowali i płacili po 2 złote taksy klimatycznej? To ma być ten złoty interes dla Oświęcimia? Co za brednie.
@Anonim
Widzę, że ten PiS siedzi w tobie chłopie…
@Stefan
Zbyt długo żyję w Oświęcimiu, abym uwierzył w twoje brednie. Po gębie to można było dostać na rynku i na Plantach w latach PRL-u, za którym wy PiSiory tak tęsknice. Dziś Oświecim jest pięknym atrakcyjnym miastem, z zadbaną zielenią, wyremontowanymi ulicami nowoczesnym taborem autobusowym, z rynkiem i Plantami pełnymi uśmiechniętych, pozytywnych ludzi – i to wam właśnie nie pasuje, że się tu udało coś zrobić. Wkrótce zostaną zmodernizowane obiekty sportowe (stadion, lodowisko), które posłużą mieszkańcom przez kolejne lata.
I żeby nie było – pomysł pań radnych, mimo mojego pozytywnego odbioru zmian w mieście, też uważam za absurdalny.
Walnijcie się w mózg za co ta opłata przecież tu nie ma nic oprócz obozu ,cieszcie się że wogule przyjeżdżają.
@Kristopher
„Do „Anonim”, łącznie, na terenie miasta mamy ponad 2000 miejsc noclegowych*.” – tylko po co tu zostawać na noc ? Żeby się przespać ? Przecież tu nie ma nic do roboty (nawet latem tyłka w basenie nie pomoczysz, bo priorytetem są pływacy i ich terminarz). Tym co przyciąga ludzi są… inni ludzie. Człowiek to zwierze stadne i na tym opiera się cała turystyka. A atrakcyjność Oświęcimia najdobitniej oceniają sami Oświęcimianie – omijając Rynek i stare miasto (a właściewie jego wykastrowane pozostałości) szerokim łukiem. A przepraszam jest mgła Chwieruta – po angielsku Chwierut’s haze. Czy porwie tłumy, które po omgleniu zechcą oddać się w objęcia Morfeusza w oświęcimskich hotelach ? Obawiam się, że wątpię.
Żeby nie było. Do turystyki wcale nie trzeba wodotrysków. Dobrym przykładem są tutaj Katowice, które może architekturą nie porażają ale postawiły na przemysł wydarzeń – festiwale (ogólnie kultura), konferencje, wydarzenia sportowe, etc. Tylko, że do rozwijania przemysłu wydarzeń potrzeba wykwalifikowanych/wykształconych ludzi. A tym ludziom Chwierut i jego zwolennicy na tym forum, każą wypierdalać z miasta jak im się nie podoba.
Czyli zostaje mgła…
Obłożenie tych miejsc noclegowych to średnio 40-50% (latem więcej, zimą ostro spada 20-25%). Więc mówimy o około 140 tysiącach noclegów rocznie. Razy 2 złote.
Oświęcim ma budżet (prawie takie same wydatki i dochody) około 370 milionów złotych.
Do „Anonim”, łącznie, na terenie miasta mamy ponad 2000 miejsc noclegowych*. Pozdrawiam
Mamy około 940 miejsc noclegowych co teoretycznie może nam dać około 300 tysięcy noclegów rocznie. Nie wiem jak inni, ale milion, niech będzie że pół miliona piechotą dla mnie nie chodzi. Zawsze można zrobić za te pieniądze spływ na byle czy czy ”śpiewać każdy może”.
Lokalne radne w Oświęcimiu złożyły tylko formalny wniosek do prezydenta Janusza Chwieruta o rozważenie możliwości i zasadności wprowadzenia opłaty turystycznej w przyszłości. Argumentują to słusznie chęcią współfinansowania infrastruktury miejskiej przez odwiedzających, by odciążyć budżet mieszkańców.
Pomysł świetny i z tego dać więcej na hokej i na obudowę mykwy! Tego potrzebujemy w Oświęcimiu, pilnie!
Opłata miejscowa/klimatyczna pobierana jest od osób przebywających w mieście przez co najmniej 24 godziny, czyli tych, którzy w Oświęcimiu nocują. W praktyce dolicza się ją do rachunku w hotelach.
Jak wszyscy Oświęcimianie przy zdrowych zmysłach wiedzą i widzą 99% turystów przyjeżdża do obozu z Krakowa, a po paru godzinach odjeżdża do Krakowa. Liczba nocujących jest więc minimalna i zachodzi pytanie czy koszt zbierania tych opłat nie przewyższy wysokości samych opłat.
Trzeba też spełniać jakieś tam kryteria czystości powietrza.
Więc niestety droga pisowska małpo – jeśli śniłaś o Eldorado i przy okazji o sposobności aby dowalić Chwierutowi – to pudło.
Bardzo dobry pomysł,
taką opłatę należy wprowadzić.
7,2 miliona odwiedzających w pięć lat, a przy 2 zł od głowy wychodzi 14,4 miliona złotych — całkiem spora suma jak na dwa złote. Wygląda więc na to, że problemem nie jest brak turystów, tylko to, że przez pięć lat nikt z otoczenia prezydenta nie wpadł na pomysł, żeby te dwa złote podnieść z ziemi.