Radny Paweł Plinta o wydarzeniach w Grojcu: krytyka decyzji biskupa jest dopuszczalna, ale szarpanie kapłana i ewakuacja z udziałem policji to „o jeden most za daleko”.
Dyskusja
Widok szarpanego Biskupa mnie wzburzył
Widok szarpanego, poszturchiwanego przez wiernych, demonstrantów w Grojcu kapłana, biskupa Romana Pindla mnie wzburzył i dotknął. Świadectwo solidarności i wyrażenie tak masowego poparcia dla odwołanego z funkcji wieloletniego proboszcza grojeckiej parafii to jedno. Przejawy prymitywnego chamstwa i agresji wobec księdza biskupa, to drugie. Sprawy zaszły za daleko.
Przypomnę, że zaledwie kilka dni wcześniej, właśnie pod przewodnictwem biskupa Romana Pindla, w salezjańskim sanktuarium w Oświęcimiu odbywały się uroczystości koronacji obrazu Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. A tego samego dnia, gdy rozgrywały się grojeckie wypadki, w niedzielę 4 października, kościół św. Maksymiliana Męczennika w Oświęcimiu został ustanowiony Sanktuarium Świętego Maksymiliana Marii Kolbego. Tu również mszy świętej przewodniczył ten sam człowiek – biskup Roman Pindel. Wielu z nas uczestniczyło przecież w tych nabożeństwach i uroczystościach. Zapewne wielu z nas było z tego powodu wzruszonych i dumnych…
A ledwie kilka godzin później biskup Roman Pindel, szturchany przez najgorliwsze osoby z tłumu, wraz z towarzyszącymi mu kapłanami był zmuszony uciekać w asyście policji z parafii i kościoła pw. św. Wawrzyńca w Grojcu… To co to się porobiło?
Z Grojca nie jestem. Wierzę, że dotychczasowy proboszcz tamtejszej parafii jest wspaniałym człowiekiem i kapłanem. Setki czy tysiące osób, które demonstrują swój smutek, a nawet otwarte niezadowolenie, gdy został z tej funkcji odwołany, zasługują na szacunek i zrozumienie. To jest ich ocena i braterska postawa członków katolickiej wspólnoty. Wszystko jednak, może poza Boską miłością, ma też zwykle swoje granice.
Teologiem ani szczególnie żarliwym znawcą Kościoła nie jestem. Ot, katolik „niedzielny”. Moja wina. A jednak widok poszturchiwanego, agresywnie obłapianego przez niektóre osoby z tłumu kapłana, biskupa, mnie wzburzył. Co zrobił, czego „dopuścił się” biskup? Odwołał wieloletniego proboszcza. Powodów nie znam. O ile wiem nie zostały podane, pomimo pytań, do publicznej wiadomości. Decyzja ta została w każdym razie potwierdzona przez Watykan.
Trudne. Bardzo bolesne dla wielu. Prawda.
Kościół jest jednak strukturą szczególną i hierarchiczną. Bardziej nawet jak wojsko powiedziałbym. Tysiące wspaniałych kapłanów zmieniają przecież po jakimś czasie swoje parafie. Dlaczego? Bo takie z góry przychodzi polecenie. Taki zwyczaj tej wyjątkowej Instytucji. Taka robota można powiedzieć. To jest okazja i powód do dyskusji. To nie jest powód do fizycznej agresji i zwykłego chamstwa.
Biskup Roman Pindel do Grojca w gminie Oświęcim przyjeżdżać w tych okolicznościach pewnie nie musiał. Decyzja Stolicy Apostolskiej zamyka jak rozumiem sprawę. Spotkał się mimo to z Radą Parafialną. Modlił się w tutejszym kościele. Zrobił to okazując w ten sposób także szacunek lokalnej społeczności. Gość w dom, Bóg w dom. Pasuje mi tutaj ta mądrość ludowa. I co Go w trakcie wizyty spotkało?
Uważam, że niezależnie od trudnych słów, które można i trzeba sobie czasem prosto w oczy powiedzieć, biskup miał prawo, zwłaszcza w świątyni, w Grojcu i na Ziemi Oświęcimskiej, czuć się bezpieczny. Tylko tyle.
Kościół, jak wiele dobrze znanych nam ziemskich instytucji, powinien się reformować, a także racjonalnie tłumaczyć swoje decyzje. Nie żyjemy w czasach piramid i kapłanów egipskich. Nie jesteśmy niczyimi służącymi. Ta wiedza nam się należy.
Dlatego krytyka decyzji biskupa, zgoda. Startowanie do człowieka z łapami, gdzie potrzebna okazuje się ewakuacja i asysta policji, to co innego i o jeden most za daleko. Nie sądzę, żeby Proboszcz parafii św. Wawrzyńca cieszył się patrząc na te wydarzenia.
Tak uważam.
Paweł Plinta

Źródło: Kurier Oświęcimski

Zawsze mnie śmieszyło gdy słyszałem, że Polska to „kraj katolicki”. My katolicyzmu jako jako postawy aksjologicznej tak naprawdę nigdy nie zinternalizowaśmy. Jak by tak poskrobać to pod spodem jesteśmy ludem pogańskim. I widać to we wszystkich przekrojach społecznych. Mało tego. nawet (pozorna) laicyzacja, która ponoć zbliża nas do Zachodu tak naprawdę ma u nas inne znaczenie. O ile narody zachodnioeuropejskie faktycznie były katolickie (czy szerzej chrześcijańskie) w sensie dosłownym do późnego średniowiecza a w sensie aksjologicznym do wczesnego wieku XX a potem się zlaicyzowały (zachowując jednak sporo aksjologicznego rdzenia). My z kolei, byśmy się mogli zlaicyzować musielibyśmy się najpierw schrystianizować. Na co się nie zanosi.
A co najciekawsze, może to wcale nie jest takie złe. Może to właśnie pogaństwo jest najlepszym modus operandi na obecne czasy. Patrz kraje Dalekiego Wschodu.
A co do Grojca. Grojec, jaki jest, każdy widzi ;).