W czwartek w zielonym patio Café Bergson przy Muzeum Żydowskim odsłonięto nową rzeźbę Agaty Agatowskiej – futurystyczną, aluminiową figurę zatytułowaną „Ice Cream”. Kilka przecznic dalej trwa właśnie przetarg na przebudowę kładki nad Sołą przy ul. Cichej. Dwie zupełnie różne inwestycje, które prowadzą jednak do tego samego pytania: czy Oświęcim, obok swojej historycznej roli, mógłby też stać się miastem, do którego przyjeżdża się zobaczyć konkretne miejsce – nie tylko z powodu Muzeum Auschwitz-Birkenau?
Wzór z sąsiedztwa: kładka, która stała się celem podróży
W Krakowie najlepszym dowodem na to, że się da, jest Kładka Ojca Bernatka. Otwarta w 2010 roku przeprawa pieszo-rowerowa nad Wisłą, łącząca Kazimierz z Podgórzem, sama w sobie była solidną, ale niewyróżniającą się inwestycją inżynieryjną – 145-metrowy stalowy łuk, który kosztował ponad 38 mln zł. Wszystko zmieniło się w 2016 roku, gdy na linach rozpiętych nad pomostem zawisło dziesięć figur akrobatów z cyklu „Między niebem a ziemią” autorstwa rzeźbiarza Jerzego Kędziory – balansujące, jakby zawieszone w powietrzu postacie, których nie da się przeoczyć.
Kładka, na której zakochani od lat wieszają też kłódki z inicjałami, stała się jednym z najczęściej fotografowanych miejsc w Krakowie i realnie ożywiła okoliczny Podgórze – w sąsiedztwie otworzyły się nowe kawiarnie, restauracje i bary. Innymi słowy: to nie sam most przyciągnął tłumy, tylko sztuka, którą na nim postawiono.







Fot. Kładka Ojca Bernatka w Krakowie
Oświęcim już raz spróbował – i się nie udało
Mało kto dziś pamięta, że Oświęcim miał swoją własną, znacznie ambitniejszą wersję takiego pomysłu. Na przełomie poprzedniej dekady miasto przygotowywało budowę tzw. Mostu Duchów – prawie 300-metrowej, skręconej w kształt wstęgi kładki pieszej zaprojektowanej przez rzeźbiarza Jarosława Kozakiewicza. Konstrukcja miała połączyć okolice dawnej ściany straceń przy Miejscu Pamięci Auschwitz-Birkenau z budowanym w dzielnicy Kamieniec Parkiem Pojednania Narodów, pełniąc symboliczną funkcję „przejścia od śmierci do życia”.
Pomysł od początku dzielił mieszkańców – jednych fascynował rozmach i symbolika, innych odstraszała sama nazwa, kojarzona zbyt dosłownie z tragedią miejsca. W 2018 roku miasto pozyskało na ten cel 6 mln zł unijnej dotacji, największej wówczas w puli dla Małopolski Zachodniej, przy planowanym budżecie całej inwestycji na poziomie 23–24 mln zł. Rok później, gdy otworzono oferty w przetargu, okazało się, że najtańsza z siedmiu propozycji wykonawców opiewała na ponad 31,3 mln zł, a najdroższa – prawie 35 mln zł. Miasto się wycofało i zwróciło unijną dotację. Most Duchów nigdy nie powstał.
Mniejsza skala, ten sam cel
Na tym tle „Ice Cream” Agaty Agatowskiej to zupełnie inna liga – i chyba właśnie dlatego się udało. Autorka, urodzona w Oświęcimiu rzeźbiarka i profesorka krakowskiego Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej, nie jest tu zresztą debiutantką: już w 2016 roku jej rzeźba „Bez tytułu (Czerwona)” stanęła na oświęcimskim Rynku jako pierwsze dzieło sztuki współczesnej w centrum miasta od czasów wojny. Ta praca wzbudziła jednak na tyle duże kontrowersje wśród części mieszkańców, że pod koniec 2019 roku ją zdjęto.

Tym razem projekt poprowadziła Fundacja Auschwitz Jewish Center, która na zakup i montaż „Ice Cream” pozyskała 120 650 zł z ministerialnego programu „Rzeźba w przestrzeni publicznej – 2026”, przy całkowitym koszcie inwestycji na poziomie 134 070 zł – a więc sumie o dwa rzędy wielkości mniejszej niż nieudany Most Duchów. Rzeźba, przedstawiająca topniejącą z pragnienia zjedzenia loda postać, stanęła na stałe w patio między Muzeum Żydowskim a Café Bergson i jest dostępna bezpłatnie codziennie w godzinach 10–18.
Co z tego wynika dla kładki na Cichej?
Trwająca właśnie przebudowa kładki pieszo-rowerowej nad Sołą przy ul. Cichej to inwestycja z zupełnie innej półki niż Most Duchów – funkcjonalna, techniczna, potrzebna przede wszystkim ze względu na zły stan istniejącej przeprawy z lat 80. Miasto zapowiedziało już nowe oświetlenie i iluminację podkreślającą formę obiektu po zmroku. Pytanie, które nasuwa się samo, brzmi: czy to nie jest właśnie ten rodzaj miejsca, gdzie – tanim, przemyślanym gestem, a nie kolejnym wielomilionowym projektem – dałoby się dodać coś więcej niż tylko funkcję przeprawy?
Doświadczenia ostatnich lat pokazują dwie skrajności. Most Duchów udowodnił, że rozmach i symbolika same w sobie nie wystarczą, jeśli koszt inwestycji oderwie się od realiów budżetu miasta. „Ice Cream” pokazuje z kolei, że skromniejszy, dobrze sfinansowany z zewnętrznych źródeł projekt potrafi się udać – choć wciąż pozostaje pytaniem otwartym, czy jedna rzeźba w patio muzealnym zdoła przyciągnąć tłumy w takim stopniu, w jakim udało się to krakowskim akrobatom nad Wisłą.
Sztuka jest też dla zwykłego dnia
Łatwo o tym zapomnieć, gdy mówimy o Oświęcimiu – ale to też jest zwyczajne miasto: ludzie tu mieszkają, chodzą do pracy, wyprowadzają psy, odbierają dzieci ze szkoły. I właśnie dla tej codzienności sztuka w przestrzeni publicznej ma znaczenie, zupełnie niezależnie od turystów. Rzeźba na rogu ulicy przerywa autopilota, na którym pokonujemy znane trasy. Staje się punktem spotkań („pod tym akrobatą”), tłem do zdjęcia, tematem rozmowy na przystanku – bez biletu, bez okazji, bez muzealnej gabloty.
Tak działa też Kraków: akrobaci nad Wisłą nie są tam atrakcją „dla turystów” w oderwaniu od miasta – są częścią spaceru mieszkańca wracającego z pracy. Gdyby podobny gest udał się w Oświęcimiu, jego pierwszym adresatem byliby po prostu oświęcimianie, nie goście z autokarów.
Czy Oświęcim powinien świadomie inwestować w sztukę w przestrzeni publicznej jako sposób na budowanie własnej, pozamuzealnej tożsamości turystycznej? Odpowiedź nie jest oczywista – to miasto o wyjątkowo wrażliwym kontekście historycznym, gdzie każda ingerencja w przestrzeń publiczną bywa odbierana inaczej niż gdziekolwiek indziej w Polsce, co pokazała już historia rzeźby na Rynku. Ale przykład Krakowa – i własne, kosztowne doświadczenie z Mostem Duchów – podpowiadają przynajmniej jedno: to raczej konsekwentne, dobrze wycenione małe kroki, a nie pojedynczy spektakularny gest, mają większą szansę zmienić sposób, w jaki odwiedzający – i my sami, na co dzień – patrzymy na to miasto.
BW
