Informacje

POWIAT. Rotmistrz Pilecki o Powstaniu Warszawskim

Rotmistrz Pilecki został zabity strzałem w tył głowy w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 roku. Ciała rodzinie nie wydano i pochowano go w bezimiennej mogile pod płotem Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie.

Cztery lata wcześniej przez sześćdziesiąt trzy dni Rotmistrz Witold Pilecki bohatersko walczył w Powstaniu Warszawskim. W Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie są przechowywane raporty i dokumenty dotyczące tego okresu z jego podpisami, które odnalazł pan Piotr Litka i udostępnił mi je do publikacji, za co dziękuję serdecznie. Zobacz: raport nr 1 i  raport nr 2 oraz dokumenty

Raporty, meldunki i rozkazy podpisane przez walczącego w Zgrupowaniu  „Chrobry II” rtm. Witolda Pileckiego, które przytoczyłem powyżej,  znajdują się także w poświęconej temu oddziałowi książce Katarzyny Utrackiej i Izabeli Mrzygłód, zatytułowanej„Archiwum Zgrupowania Armii Krajowej „Chrobry II”,która została opublikowana w 2015 roku.

Jan Redzej, zginął podczas Powstania Warszawskiego 5 sierpnia 1944 r.

Z walk powstańczych, w których uczestniczył Pilecki, warto przytoczyć jeden epizod. W dniu 5 sierpnia 1944 roku Rotmistrz przeprowadził udany wypad na nieprzyjacielski bunkier, usytuowany na południowym skraju pl. Starynkiewicza, w pobliżu Szpitala Dzieciątka Jezus. Obsada bunkra, unosząc rannych lub zabitych, została zmuszona do odwrotu.

Nie sukces jednak z tego dnia utrwalił się w pamięci „Witolda”, lecz śmierć jego przyjaciela i współuciekiniera z KL Auschwitz, Jana Redzeja (w obozie Jan Retko), który wtedy posługiwał się pseudonimem „Ostrowski” i najprawdopodobniej został pośmiertnie awansowany do stopnia kapitana. To tragiczne zdarzenie Pilecki tak opisał: „O godz. 13 min. 15 por. „Ostrowski”, prowadząc nadal osobiście akcję na Starostwo, zostaje strzałem od Chałubińskiego śmiertelnie ranny i umiera w godzinę potem ze słowami „Dla Polski”.

Mało kto dzisiaj wie, że Jan Redzej pozostawił po sobie wspomnienia, które do tej pory nie zostały opublikowane i znajdują się Muzeum Armii Krajowej im. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie.

Po latach Władysław Bartoszewski tak powiedział: „Jako były więzień  KL Auschwitz, który przybył do obozu tym samym transportem, co Witold Pilecki, mam żywo w pamięci – bo tego się nie zapomina – wszystkie obrazy, sytuacje, scenerię, atmosferę tamtego obozowego czasu z lat 1940-1941,  a także późniejszego czasu lat terroru stalinowskiego w Polsce, gdy koleje mojego losu zbliżyły mnie znów pośrednio do losu tego niezwykłego człowieka”.

Kiedy wybuchła wojna w 1939 roku Pilecki został zmobilizowany i jako podporucznik kawalerii stanął do walki w obronie Ojczyzny. Po zakończeniu działań wojennych przedostał się w październiku tegoż roku do Warszawy i natychmiast włączył się w nurt walki konspiracyjnej pod przybranym nazwiskiem Tomasz Serafiński. Wkrótce stał się współorganizatorem Tajnej Armii Polskiej, która później weszła w skład ZWZ/AK.

Latem 1940 roku podjął dobrowolną decyzję przedostania się do obozu oświęcimskiego w celu utworzenia tam siatki konspiracyjnej, zorganizowania łączności Podziemia z uwięzionymi w nim Polakami i przesyłania wiarygodnych danych o zbrodniach SS, a później przygotowania obozu do walki, gdyby nadarzyła się sprzyjająca ku temu okazja.Pilecki dał się ująć podczas łapanki na Żoliborzu, aby zostać wywiezionym do Oświęcimia, gdzie przybył  w drugim transporcie warszawskim w nocy z 21 na 22 września 1940 roku.

Dzięki poświęceniu i działalności Pileckiego polska konspiracja wojskowa stała się faktem, o którym jednak długie lata po wojnie milczano. Utworzony w obozie z jego inicjatywy Związek Organizacji Wojskowej nawiązał kontakt z przyobozowym ruchem oporu, za pośrednictwem którego m.in. wysyłano raporty do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej (później przekształcony w Armię Krajową) w Warszawie. Następnie informacje te przekazywane były do Londynu, aby świat dowiedział się o zbrodniach popełnianych przez niemieckich nazistów w Oświęcimiu.

Pilecki sądził, że istnieje możliwość uwolnienia więźniów i chciał  taką propozycję osobiście przedstawić Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. wraz z dwoma współwięźniami uciekł z obozu. Kiedy jednak dotarł do Warszawy, nie podzielono jego poglądu, że opanowanie obozu oraz uwolnienie tak dużej liczby więźniów jest możliwe  i powierzono mu konspiracyjną pracę w Kierownictwie Dywersji KG AK.  W tym czasie napisał raport o swoich przeżyciach i dokonaniach konspiracyjnych w KL Auschwitz.

Potem czekał go udział w Powstaniu Warszawskim, pobyt w obozach jenieckich w Lamsdorf (Łambinowice) i Murnau, a także służba po wojnie w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa.

W ostatnich miesiącach 1945 r. rotmistrz Pilecki za namową oficerów Oddziału II sztabu II Korpusu Polskiego podjął się utworzenia w nie suwerennym Kraju, rządzonym przez komunistów, siatki informacyjnej i przesyłania zebranych wiadomości do Włoch. Wykonując powierzone mu zadanie, został wiosną 1947 roku aresztowany  w Warszawie, a w rok później po długotrwałym śledztwie i procesie skazany na karę śmierci.

Adam Cyra

Oświęcim, 1 sierpnia 2019 r.

Poprzedni artykułNastępny artykuł

42 komentarze

  1. powstanie było błedem i tragedią narodową , zostawcie Rosjan w spokoju. , ludnosc czwilna przeklinała powstancow i dobrze o tym wiecie ..

  2. Ponieważ nikt ich tu nie zapraszał to niech teraz ponoszą odpowiedzialność za tragiczne skutki swoich – tu skorzystam z repertuaru określeń zarezerwowanego przez niektórych komentujących dla Polaków – „głupich i bezsensownych” mrzonek o podboju świata.

  3. Nikt, nikogo, na czołgi by nie posyłał … gdyby tych czołgów tu po prostu nie było.

  4. Jakkolwiek by nie próbować obracać „kota ogonem” osąd historyczno-społeczny powinien być prosty i zrozumiały.
    -Wysyłasz dzieci z kijami i butelkami z benzyną na czołgi,licz się z tym że w przyszłości ktoś wystawi ci właściwą ocenę.
    Co się stało to się stało. Teraz jest teraz, mamy armię z przestarzałym sprzętem , wybujałe ambicje a na domiar złego powoli dajemy się wciągać w kolejną wojenkę. A wszystko to opatrzone boombastyczno- patriotycznym przekazem płynacym z państwowych mediów. A przecież to już było. Przed 01.09.39r

  5. Nie ma potrzeby pisać o „cholernych mordercach i porąbanych draniach”. Takie emocje źle służą przekazowi. Wystarczy pamiętać, że to wśród Niemców należy szukać osób w pełni odpowiedzialnych za śmierć milionów ofiar w tym tysięcy zamordowanych podczas Powstania Warszawskiego.

    A że trzeba o tej „oczywistej oczywistości” stale przypominać, tego dowodzi nawet porównanie, którym posłużył się Pan w ostatnim komentarzu. Polacy nie zeszli z dobrze przygotowanego i oznakowanego szlaku i nie wywołali bezmyślnie i głupio lawiny, która ich zabiła. To konkretne działania i zaniechania konkretnych ludzi i całych narodów – nie przypadkowa i bezosobowa lawina – doprowadziły do zbrodni popełnionych podczas II Wojny Światowej. I to na Niemcach (dla uproszczenia pomijam Rosję Sowiecką), a nie na Polakach spoczywa odpowiedzialność za te zbrodnie.

  6. Dobrze, że żyjecie w wolnej Polsce, którą poprzednie pokolenia wam wywalczyły. W 1944 roku nie bylibyscie tacy mądrzy. Najłatwiej potępiać innych zapominając, że głównym winowajca tragedii Powstania był Stalin i Sowieci, którzy zniewolili Polskę na prawie pół wieku.

  7. O rany, Panie Leszku, to co Pan pisze, to przecież tylko sofistyka. Oczywiste, że hitlerowscy Niemcy, zbrodniarze, cholerni mordercy i porąbani dranie (tak dobrze?), byli w swoich reakcjach do bólu przewidywalni. Gdy ktoś w okupowanych krajach stawiał im zbrojny opór – dokonywali rzezi. Gdyby Czesi zorganizowali powstanie w Pradze w lutym 1945 roku byłaby rzeź? Jak najbardziej. Gdyby Francuzi w Paryżu w marcu 1944? Też. Uważa Pan, że gdy szkolna wycieczka znalazłaby się na szlaku lawiny kamieni, to odpowiedzialność za śmierć dzieciaków spoczywałaby na lawinie? Nie tylko – na przewodniku tej wycieczki też. Takim przewodnikiem był u nas Komorowski – Bór.
    Z grubsza to wszystko z mojej strony. Dobranoc.

  8. Anonim:

    „To panie Leszku oczywiste”. I na tym polega cały problem z historią – wiemy (w pewnym zakresie rzecz jasna) co się wydarzyło, ale powiedzieć, że coś na pewno by się nie wydarzyło (to … oczywiste) to jednak przypuszczenie. Ale zgadzam się. Kolejna „rzeź Pragi” (pomijając zupełnie nieprzewidywalne scenariusze) raczej nam nie groziła. Co do losu działaczy konspiracji to pozostanę przy swoim stanowisku.

    Nie miałem na myśli opóźnienia spowodowanego wybuchem i trwaniem Powstania. Przeciwnie. Napisałem o zaniechaniu walki z Niemcami co oznaczało też rezygnację ze „współdziałania” z Armią Czerwoną.

    Pamiętam o ofiarach. Także cywilnych. Od niektórych komentujących różni mnie jedno – winą za śmierć tych ludzi obarczam najeźdźców, nie polskich dowódców i polityków.

    @Leszek

    Nie oszalałem. Wracam do mojego pierwszego komentarza. Sprzeciwiłem się zwrotom „na pohybel” oraz obwinianiu za „katastrofę warszawską” polskich dowódców. Nie protestowałem i nie zamierzam protestować przeciwko analizie wydarzeń i będącej jej rezultatem krytyce. Sprzeciwiłem się obarczaniu winą za śmierć tysięcy ludzi nie zbrodniarzy lecz ofiar oraz formie niektórych oskarżeń nie mającej nic wspólnego z krytyką.

  9. Nawet w tak trudnej sytuacji jak 1 sierpnia można było znaleźć lepsze wyjście. Jeśli już Bór uznał, że honor nie pozwala rozejść się bez walki, to powinien przynajmniej poczekać na potwierdzenie wieści o pojawieniu się sowieckich czołgów na Pradze. Gdyby to zrobił i się przekonał, że Rosjan tam jeszcze nie ma, to elementarny instynkt samozachowawczy wskazywałby, żeby poczekać jeszcze kilka dni. Uchwycenie Warszawy w chwili ostatecznego odwrotu niemieckich jednostek frontowych było wszak podstawowym aksjomatem planu. Dlaczego tak nie zrobił? Pewnie nie wytrzymał nerwowo.
    Powstanie w Warszawie wybuchło militarnie przeciwko Niemcom i politycznie przeciwko Rosjanom. Gdyby Borowi chodziło po prostu o honor, „spróbowanie się” z Niemcami i tylko zastrzelenie możliwie wielu z nich w odwet za okupację, no to mógł równie dobrze zrobić sobie na Targówku takie polskie Alamo, wypędzić mieszkańców i bronić się tam aż do śmierci. W efekcie zrobił jednak z warszawiaków zakładników swojej koncepcji politycznej.
    Nigdy nie dowiemy się, jak wyglądałaby Polska z 200 tysiącami obywateli więcej? Ano miałaby 200 tysięcy więcej mieszkańców, 200 tysięcy mniej ofiar i zaoszczędzone straszne cierpienie, przerażenie, rany i krew jeszcze prawie miliona Polaków. Czy to Pana zdaniem nic nie znaczy? Czy Pan oszalał?
    Proszę się nie oburzać krytyką dowództwa AK z czasów Powstania. Być może miałbym w tym skrupuły, gdyby Bór poległ. Ale nie – Bór na koniec oddał się do niemieckiej niewoli.
    Gallipoli – tak, widziałem. To jednak nie to samo co Powstanie tylko typowa dla I wojny światowej obustronna rzeź z masowymi atakami piechoty na karabiny maszynowe. Tak jak dla Anglików Somma, tak jak dla Francuzów Verdun. Anglicy i Francuzi wcale się tym nie chwalą – czczą poległych bohaterów, ale jest to dla nich okazja dla zamanifestowania pacyfizmu. W Polsce natomiast Powstanie w naszej oficjalnej propagandzie historycznej zrobiono czymś jeszcze – próbą udowodnienia, że śmierć w tej przegranej bitwie była piękna, że dla ojczyzny, a polscy aniołowie zabierali zaraz dusze żołnierzy do polskiego nieba. Że coś tam w ten sposób udało się ocalić. Czyli – zwyciężyć. Otóż nie, nic się nie udało. Pomimo ogromnych wysiłków Powstanie przyniosło tylko bezmiar cierpień i strat. A za to oczywiście nie byli odpowiedzialni żołnierze. Pełna odpowiedzialność za tą masakrę spada na ich dowódców.

  10. Etyczny wymiar polityki, hm, cóż. Chyba ostatni raz, gdy Anglicy i Francuzi wypowiedzieli wojnę Niemcom, chociaż niespecjalnie mieli na to ochotę. I gdy potem odrzucili niemiecką propozycję pokoju z polskim państwem kadłubowym w pakiecie.
    Ja przecież nie neguję prześladowań i zbrodniczości systemu sowiecko – komunistycznego. Ja tylko całkowicie nie zgadzam się z Panem w kwestii: czy powstanie czy nie, jak nie Niemcy to Rosjanie by tych żołnierzy AK zamordowali. Więc na pewno nie, a warto też pamiętać o 200 000 cywilnych mieszkańcach stolicy, których by Sowieci przecież chyba nie zabili. To panie Leszku oczywiste. To nieprawda, że długotrwała walka Powstańców miała wpływ na sytuację na froncie niemiecko – rosyjskim i że Rosjan albo Niemców jakoś tam opóźniła. Do tłumienia Powstania Niemcy wyznaczyli w większości drugorzutowe oddziały, których wartość w regularnych walkach byłaby minimalna. Że ponieważ Powstanie, to Rosjanie stali nad Wisłą aż do stycznia. Przypomnę więc uprzejmie, że Powstanie zakończyło się po dwóch miesiącach i że Rosjanie, nawet jeśli się nim przejęli, mogli rozpocząć generalną ofensywę na Odrę już na początku października. Nie zrobili tego, ponieważ mozolnie odbudowywali zapasy, przesyłali uzupełnienia w ludziach i sprzęcie, przebijali tory kolejowe z szerokich na normalne, itp.

  11. Moja teza znajduje uzasadnienie w ówczesnej polityce Stalina wobec Polski – instalowanie na ziemiach polskich komunistycznych władz związane było z represjami wobec okazujących sprzeciw (i nie tylko).

    Co do liczb – z rąk Niemców zginęło ok. 60 tyś. żołnierzy AK. Z rąk żądnych władzy komunistów ok. 50 tyś. osób. Dla mnie nie jest istotne czy byli to dawni żołnierze Armii Krajowej, „Żołnierze Niezłomni” czy chłopi z PSL-u. Byli to polscy patrioci, zapewne w dużej części elita narodu. Zapewne i ci, którzy może i chcieli „odpuścić”. Tylko że w systemie totalitarnym taka postawa nie występuje – to nie sam obywatel i jego zachowanie przesądza o tym czy stanie się on przedmiotem zainteresowania stosownych służb. Świadczą o tym chociażby skutki ujawnienia się części żołnierzy Podziemia po ogłoszonej przez komunistów „amnestii”.

    Niczego się nie czepiam. Raz jeszcze cytuję:

    „Czyli: Rosjanie docierają dużymi siłami do Warszawy i przystępują do szturmu, a wtedy zaczyna się Powstanie i oddaje w ręce Rosjan nieuszkodzone mosty na Wiśle i wielki polski przyczółek na jej lewym brzegu. Wtedy rosyjski dowódca dywizji czy korpusu niejako siłą rozpędu przeprawia się na drugą stronę rzeki i zaczyna walkę z Niemcami obok AK. Dowiedziawszy się o tym Stalin wpada w furię, ale jest już za późno, a AK w Warszawie jest zbyt silne, aby jej żołnierzy po prostu rozbroić. A wtedy AK wita Rosjan chlebem i solą, zaznaczając, że rosyjskie czołgi mogą sobie jeździć po kilku głównych ulicach, ale poza tym miasto jest nasze.”

    Tu chyba nie zostałem zrozumiany. Nie mam nic przeciwko snuciu alternatywnych wizji wydarzeń historycznych. Nie zgadzam się jedynie na traktowanie własnych koncepcji jako podstawy do krytyki tych, którzy w minionych czasach podejmowali rzeczywiste decyzje i ocenianie ich słowami: „Tylko trzeba było do jasnej cholery pomyśleć”.

    Jak widzę w pełni zgadzamy się co do oceny powojennych zasług środowiska AK.

    Nie sprowadzałbym Powstania Warszawskiego do „naiwnej próby politycznego ogrania Rosjan”. W końcu wybuchło ono przeciwko Niemcom. Przychyliłbym się raczej do stanowiska „deterministycznego” – nasza ówczesna sytuacja i położenie kraju nie pozwalały na dokonywanie „mądrych” (w ferowanych po latach ocenach) wyborów. Za takie trudno uznać jeszcze przed wojną ewentualne sojusze z jednym z sąsiadów przeciwko drugiemu. W czasie wojny znaleźliśmy się w obozie, którego istotną częścią był nasz rzekomy sojusznik, a w istocie bezwzględny i groźny wróg. Skłaniałem się kiedyś ku stanowisku, że Akcja „Burza” i Powstanie Warszawskie były niepotrzebne. Zaniechanie walki z Niemcami mogło opóźnić marsz Armii Czerwonej i może nawet Niemcy po Odrę zajęliby Amerykanie i Brytyjczycy (i my). Ale czy w perspektywie „zimnej wojny” byłby to dla nas korzystny scenariusz? Tego typu dywagacje można snuć bez końca. Także odnośnie samego Powstania – jego genezy, przebiegu, konsekwencji.

    Może to zabrzmi naiwnie, a wręcz śmiesznie – po minionym wieku ludobójstwa – ale uważam, że nie wolno zapominać o etycznym wymiarze polityki. Nasi przodkowie zachowali się „jak trzeba”. Nikt i nic nam tego nie odbierze. Oczywiście, nie wiemy czy Krzysztof Kamil Baczyński nie wolałby dożyć późnej starości i może zamiast, albo razem z Czesławem Miłoszem i Wisławą Szymborską cieszyć się literacką nagrodą Nobla. Nie wiemy też czy nie zginąłby po wojnie w którejś z ubeckich katowni. Nie dowiemy się już jaką byłaby Polska z tymi żyjącymi blisko 200 000 obywateli.

    Oburza mnie tylko – patrz mój pierwszy komentarz – szukanie winnych po stronie ofiar oraz traktowanie, w mojej ocenie nawet z nutą pogardy, ludzi, którzy w niewyobrażalnych dla nas, a zgotowanych przez innych okolicznościach, podejmowali decyzje w sprawie „życia i śmierci”.

    Skoro już o filmach. Polecam ostatnią scenę „Gallipoli” Petera Weir’a.

  12. Co w takim razie należało zrobić? Moim zdaniem po prostu – powstania nie zaczynać. Dowódcy AK, a przynajmniej triumwirat Komorowski, Okulicki i Chruściel, musieli sobie zdawać sprawę z militarnych i politycznych realiów, z niezwykle groźnych konsekwencji wydania rozkazu o podjęciu walki. Powinna więc zapaść decyzja Komorowskiego: powstania w Warszawie nie będzie, ochotnicy, ci którzy mają broń, skierowani do oddziałów partyzanckich w terenie, niech starają się zabić tylu Niemców, ilu się da. Reszta jest zwolniona z przysięgi. Oczywiście byłoby to niezwykle trudne, ale uratowałoby życie setkom tysięcy cywilów. Wtedy byłbym skłonny postawić Borowi wielki pomnik w samym środku Warszawy..
    Być może Grota byłoby na to stać, sprawiał wrażenie znacznie bardziej kompetentnego dowódcy, ale Grot siedział wtedy w Sachsenhausen. Bór natomiast był chwiejny i jak pokazały przyszłe wypadki nie nadawał się na takie stanowisko.
    Ciekawe, że w Warszawie nie ma np. pomnika Bora – Komorowskiego, przynajmniej o niczym takim nie słyszałem.
    Jest taki film o Stalingradzie (zdaje się „Wróg u bram”) z poruszającą sceną na początku: żołnierze sowieccy dostają przed natarciem jeden karabin na dwóch i rozkaz: ten drugi bierze karabin gdy zginie ten pierwszy. Oglądając film pomyślałem sobie: mój Boże, jak szafowano życiem czerwonoarmistów, co miał sobie pomyśleć ten żołnierz bez broni idąc do natarcia. Ale zaraz uświadomiłem sobie, że u nas w Powstaniu było dwa razy gorzej.

  13. Słyszał Pan na przykład, że Chruściel wydał rozkaz, aby żołnierze nie posiadający żadnego uzbrojenia (a tych była większość), zbierali kamienie przypominające kształtem granaty i rzucali je w Niemców? Ci wystraszeni albo będą uskakiwać albo gdy dostaną takim kamieniem w twarz, to zaleją się krwią, co na jakiś czas ograniczy ich zdolność do walki. A gdy pod koniec Powstania Niemcy zaproponowali rozejm i ewakuację cywilów, to sprzeciwił się temu twierdząc, że wyjście mieszkańców z miasta może osłabić morale obrońców. Dlatego napisałem „głupota”.

  14. Stawia Pan tezę, że gdyby nie Powstanie, to jak nie Niemcy to i tak akowców tych zabiliby Rosjanie/komuniści. Potem podajesz Pan liczbę wykonanych wyroków śmierci rzędu 3 tysięcy.- co jest weryfikowalne, oraz 50 000 zmarłych i zamordowanych oraz nawet 250 000 osadzonych w więzieniach z powodów politycznych – co jest szacunkiem Tomasza Łabuszewskiego, czołowego ideowego historyka ipn. Tylko że wiarygodność obecnego ipn i jego szacunków jest delikatnie mówiąc umiarkowana. Nawet jednak – jak chcesz – jeśli przyjąć, że 50 tysięcy ludzi zginęło z powodów „politycznych” to ilu wśród nich było akowców (dla jasności nie „wyklętych”, tylko takich, którzy kierując się zdrowym rozsądkiem „odpuścili”), a ilu ludzi z opozycyjnego PSL, ilu chłopów sprzeciwiających się kolektywizacji – czyli całej rzeszy ofiar niewojskowych? Czepiasz się, że wymyślam „historię alternatywną”, a przecież robisz tu dokładnie to samo. Inaczej mówiąc: nigdy nie dowiemy się że gdyby nie było powstania, to ilu akowców by przeżyło, a ilu zostało zamordowanych. Nie dowiemy się, ponieważ zabili ich Niemcy. Proste. Poza tym: przecież jednak ogromna większość akowców przeżyła i to nie na emigracji, lecz w kraju. Wykształconych, uczciwych, nie pakujących się w układy z komunistami, co najwyżej milcząc gdy nie było innego wyjścia. Prześladowanych mniej, bardziej lub wcale. Jestem przekonany, że to Ich rozumowi, ciężkiej pracy, kultywowaniu etosu polskiego patrioty, zawdzięczamy w wielkiej mierze i Solidarność i rok 1989.
    Panie Leszku – czym więc, jeśli nie dość naiwną próbą politycznego ogrania Rosjan, miało być Powstanie Warszawskie? Naiwną, ponieważ Stalin wielkim ssynem i zbrodniarzem był, ponieważ było jasne, że Polska znajdzie się pod wojskową okupacją ZSRR, że alianci nam nie pomogą (niby jak?) i Stalin na raczej krótszą niż dłuższą metę i tak zrobi to, co zechce, bez żadnych zahamowań i skrupułów moralnych. Powstanie, nawet jakimś cudem udane, w postaci jawnego ustanowienia władzy w Warszawie przez Delegaturę, nie byłoby dla Stalina poważnym „problemem”. Kto by go powstrzymał?
    Przedstawione przeze mnie dwa scenariusze lepszego rozegrania wojskowo-politycznego Powstania nie są być może idealne. Ale stanowią alternatywę dla kompletnie głupich i co gorsza fatalnie zrealizowanych planów dowództwa AK. To tak trochę jak historycy wojskowości krytykują Rydza czy innych wyższych dowódców z Września, przypominając ich katastrofalne decyzje i wskazując lepsze, wydajniejsze wojskowo rozwiązania. Nie twierdzą przy tym, że wojna we Wrześniu była do wygrania.
    O Węgrzech w 1956 i in – to nie do mnie. Powstanie styczniowe – analogia z warszawskim sama ciśnie się na klawiaturę.

  15. Cytat z portalu nauka w Polsce z omówienia wydanego przez IPN albumu „Śladami zbrodni. Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944-1956.”

    „Ostateczna liczba ofiar zbrodni komunistycznych – w ocenie historyka Tomasza Łabuszewskiego, który zajął się redakcją naukową albumu – może „sięgnąć łącznie nawet 50 tys. zmarłych i zamordowanych, co dorównuje niemalże stratom poniesionym przez Armię Krajową pod okupacją niemiecką do marca 1944 r.”. Jako przykład Łabuszewski przywołał m.in. ustalenia IPN dotyczące ofiar zbrodni sądów wojskowych. Na ponad 5 tys. skazanych na karę śmierci, egzekucji wykonano ponad 3 tys. „Liczba ta stanowi (…) tylko niewielki procent zamordowanych w latach 1944-1956” – zauważył badacz. Podkreślił, że liczbę aresztowanych z powodów politycznych w pierwszym powojennym okresie tworzenia się „władzy ludowej” w Polsce ocenia się na ok. 250 tys. osób.”

    Owa czwarta droga – „odpuszczenie sobie, zajęcie się pracą, żoną, dziećmi” i „ułożenie sobie życia z wielką zasługą dla Polski” – dla ok. 250 tys. osób nie była aż tak łatwa. A owa praca dla „Polski” – w sytuacji utrudniania lub wręcz uniemożliwiania tym ludziom i ich potomkom wykorzystywania posiadanych możliwości – to teza mocno problematyczna. Chyba, że mamy na myśli przekazywanie przez nich swoim bliskim polskiego, nie peerelowskiego „kodu kulturowego”, którego częścią była pamięć o Powstaniu. Dzięki czemu raczej wbrew PRL-owi, a nie wraz z nim „zasłużyli się Polsce”, przyczyniając się do upadku komunizmu.

    Cytat:

    „Czyli: Rosjanie docierają dużymi siłami do Warszawy i przystępują do szturmu, a wtedy zaczyna się Powstanie i oddaje w ręce Rosjan nieuszkodzone mosty na Wiśle i wielki polski przyczółek na jej lewym brzegu. Wtedy rosyjski dowódca dywizji czy korpusu niejako siłą rozpędu przeprawia się na drugą stronę rzeki i zaczyna walkę z Niemcami obok AK. Dowiedziawszy się o tym Stalin wpada w furię, ale jest już za późno, a AK w Warszawie jest zbyt silne, aby jej żołnierzy po prostu rozbroić. A wtedy AK wita Rosjan chlebem i solą, zaznaczając, że rosyjskie czołgi mogą sobie jeździć po kilku głównych ulicach, ale poza tym miasto jest nasze.”

    Tu chyba nie zostałem zrozumiany. Nie mam nic przeciwko snuciu alternatywnych wizji wydarzeń historycznych. Nie zgadzam się jedynie na traktowanie własnych koncepcji jako podstawy do krytyki tych, którzy w minionych czasach podejmowali rzeczywiste decyzje i ocenianie ich słowami: „Tylko trzeba było do jasnej cholery pomyśleć”.

    Nie wątpię, że wielu współczesnych np. niechętnych Napoleonowi, wygrałoby wszystkie bitwy, w których górą był jednak „mały Korsykanin”.

    Wypowiedź gdańskiego samorządowca (wiceprezydenta miasta) miała pokazać, że nie dla wszystkich „ziemia jest okrągła” i od czasu do czasu (w niektórych sprawach nawet bardzo często) należy przypominać, łatwo jak widać zapominane, „oczywistości”.

    Szanujmy realia. O ile po roku 1944 trwała walka z komunistami (forma antykomunistycznego „powstania”), o tyle oczekiwanie, że po przeszło 30 latach komunistycznej okupacji, społeczeństwo będzie zdolne do podjęcia walki zbrojnej na wzór Powstania Warszawskiego, należy traktować jako daleko idące nieporozumienie. Pomijamy geopolitykę – jeszcze w 1956 roku Powstanie Węgierskie przybrało zupełnie inny charakter aniżeli nasza wiosna „Solidarności”. Choć i w jednym i w drugim przypadku komunistom udało się utrzymać władzę dzięki użyciu wojska.

    Analogia z Powstaniem Styczniowym (jeszcze dłuższy okres zaborów) z racji zupełnie innego charakteru państw XIX w. oraz dwudziestowiecznych dyktatur nie wchodzi w grę. Byli tacy, którzy dziwili się, że nie przeciwstawiono się Niemcom Hitlera i Rosji Stalina, tak jak uczynił to Gandhi w konflikcie z Imperium Brytyjskim.

  16. „Losy konspiratorów nie związanych z komunistami da się opisać na trzy sposoby: a) ucieczka przed komunistycznymi represjami na zachód, b) współpraca z komunistami, c) śmierć z rąk komunistów” – jeśli prawdziwe są oficjalnie podawane szacunki liczebności AK – do 400 000 zaprzysiężonych członków – to oczywistym jest, że dla ogromnej większości była jeszcze czwarta droga: odpuścić sobie, zająć się pracą, żoną, dziećmi. Dowódcy wyższego szczebla i średniego, oficerowie, mieli rzeczywiście spore szanse aby znaleźć się więzieniu, łagrze, albo w najgorszym razie dostać wyrok śmierci. Natomiast ci z masy podoficerów i szeregowych przetrwali.. Pewnie, że długo ciągnęła się za nimi akowska przeszłość, że nie mogli awansować, dzieci nie dostawały punktów za pochodzenie, itp. Ale po 1956 było trochę lepiej. Rozejrzyj się Leszku dookoła i zobacz ilu dawnych akowców i potem ich dzieci ułożyło sobie życie, z wielką zasługą dla Polski.

  17. Leszek,no właśnie o to mi chodzi że opisywane przez Ciebie Powstanie Solidarnościowe nie było frontalną wojną ,i tak samo powinno postąpić dowództwo AK.
    Przywoływanie wypowiedzi gdańskich samorządowców to już zupełnie inna historia której ja nie rozumiem i nawet niechcę próbować rozumieć.

  18. @propozycja – cieszę się, że przeczytałeś aż trzy książki. Szkoda tylko, że po ich przeczytaniu nie masz nic do powiedzenia.
    @Leszek – Powstanie nie było oczywiście kalkulacją militarną, na zasadzie: zwyciężymy Niemców i wygramy wojnę. Było kalkulacją polityczną, zmierzającą do opanowania miasta i utrzymania go do chwili, gdy nadejdą Rosjanie. Bez udziału Rosjan powstanie tak czy siak nie miałoby sensu. Jeśli z góry założono, że przeprowadzenie Powstania we współpracy zawczasu z Armią Czerwoną jest niemożliwe (Rosjanie o nim z góry wiedzą i wkraczają jako prawdziwi sojusznicy), to wydaje się, że zamiarem Bora było wmanewrowanie Rosjan w taką sytuację, z którem nie mogliby już się politycznie wyplątać.
    Moim zdaniem praktycznie było to niemal niemożliwe, chyba tylko przy fantastycznym zgraniu operacji w czasie. Czyli: Rosjanie docierają dużymi siłami do Warszawy i przystępują do szturmu, a wtedy zaczyna się Powstanie i oddaje w ręce Rosjan nieuszkodzone mosty na Wiśle i wielki polski przyczółek na jej lewym brzegu. Wtedy rosyjski dowódca dywizji czy korpusu niejako siłą rozpędu przeprawia się na drugą stronę rzeki i zaczyna walkę z Niemcami obok AK. Dowiedziawszy się o tym Stalin wpada w furię, ale jest już za późno, a AK w Warszawie jest zbyt silne, aby jej żołnierzy po prostu rozbroić. A wtedy AK wita Rosjan chlebem i solą, zaznaczając, że rosyjskie czołgi mogą sobie jeździć po kilku głównych ulicach, ale poza tym miasto jest nasze. Tak można było kalkulować i tylko w czymś takim politycy z Delegatury i dowódcy AK mogli upatrywać szansę powodzenia. Moim zdaniem bez sensu, ale najprawdopodobniej tak mniej więcej myśleli.

  19. Przeanalizowałem kiedyś I tom „Słownika biograficznego konspiracji warszawskiej 1939-1944” autorstwa Pana Andrzeja Kunerta.

    Interesowały mnie osoby, które przeżyły Powstanie. Losy konspiratorów nie związanych z komunistami da się opisać na trzy sposoby: a) ucieczka przed komunistycznymi represjami na zachód, b) współpraca z komunistami, c) śmierć z rąk komunistów.

    Ja nie mam złudzeń. Ocalona brakiem Powstania patriotyczna elita podzieliłaby los tych, którzy nie zdołali uciec i nie poszli na współpracę z komuną.

    O co chce Pan pytać naszych bliższych i dalszych sąsiadów? Młyny (modnej ostatnio) geopolityki mielą bezlitośnie. Wszystkie kraje Europy Środkowej, niezależnie od prowadzonej polityki zagranicznej (prozachodnia Polska, prorosyjska Czechosłowacja, proniemieckie Węgry i Rumunia) podzieliły po II Wojnie Światowej ten sam los. Po roku 89′ karta się odwróciła z raczej niemałym udziałem Polski (pomijam rolę JP II i RR). Ale chyba nie sugeruje Pan, że powinniśmy byli czekać na jakąś czeską lub enerdowską wersję „Solidarności” – w końcu to nasze „Solidarnościowe Powstanie”, stłumione na lata stanem wojennym, też kosztowało nas niemało.

    Że Mur Berliński, a nie Solidarność? Pewien dziennikarz wpływowej gazety – przez lata nawet bardzo opiniotwórczej (niestety, złe twego owoce zbieramy do dzisiaj) – skomentował ostatnio wypowiedź Prezydenta Andrzeja Dudy dotyczącą obrony Westerplatte słowami „Zaraz, zaraz. Niemcy w 1939 r mieli wyższe straty.” Jeśli dodać do tego postawę Pana Lecha Wałęsy i obecną działalność ECS-u , to szanse na dokonanie zmiany nie wydają się znaczące. Ale nie traćmy nadziei.

  20. I tu się nie zgodzę, bo to właśnie kolejne doszczętne zdziesiątkowanie potriotycznej elity w konsekwencji doprowadziło do tak łatwej i powszechnej komunizacji tak dużego i dotąd integralnego kraju jak Polska.
    Czy bez Powstania uzyskali byśmy niepodległość po 89-tym? Może zapytajmy Litwinów,Łotyszy czy choćby Czechów…
    Z resztą na tz.zachodzie już dawno zapomnieli o Solidarności,tam myślą że to upadek berlińskiego muru przyniósł wolność wschodniej europie.

  21. W istocie, rozmawiamy o Powstaniu. Ale rozmawiamy także o tym jak opisywać i oceniać przeszłość i tych, którzy ją współtworzyli. Czy snucie, ostatnio modne, alternatywnych wersji historii to właściwa metoda pozwalająca ocenić decyzje postaci historycznych?

    Zadziwia mnie jak można w dwóch kolejnych komentarzach napisać:

    „Wiara, że po doświadczeniach planu Burza na wschodzie, operacji ostrobramskiej i wyłapaniu przez Rosjan żołnierzy 27 dywizji, teraz akurat Stalin zachowa się inaczej i podejmie działania wspierające de facto powstańców, było szczytem naiwności politycznej.”

    i

    „Czy można było inaczej? Proszę bardzo: sowieckie czołgi są na Pradze, docierają nad Wisłę, wtedy AK atakuje obsady przyczółków, utrzymuje mosty i jednocześnie rozpoczyna walkę na lewobrzeżnej części miasta. W takiej sytuacji sowieci nie mają już argumentu aby się zatrzymać, gdy ich pancerne szpice są o krok od Śródmieścia. Scenariusz drugi: Sowieci forsują Wisłę na południe i północ od Warszawy, rozpoczynają manewr okrążający. Niemcy zastanawiają się, trzęsąc portkami: uciekać czy się bronić? Wtedy wybucha Powstanie, Niemcy wycofują się z miasta, Warszawa opanowana przez AK, cel polityczny i wojskowy spełniony. Można? Można. Tylko trzeba było do jasnej cholery pomyśleć.”

    Scenariusz I: sowieci nie mają już argumentu. Ale przecież jedynym „argumentem” działań Stalina było – pierwszy cytat – szkodzenie Polakom, a nie ich wspieranie.

    Scenariusz II: Warszawa opanowana przez AK, cel polityczny i wojskowy spełniony. W oparciu o „doświadczenia planu Burza na wschodzie” i raczej oczywiste intencje Stalina co do przyszłości Polski pozwolę sobie nieco zmodyfikować ten scenariusz. „Sowieci forsują Wisłę … . … wybucha Powstanie. Niemcy wycofują się z miasta, … .” W świat idzie sowiecki przekaz, że polscy „faszyści”, którzy do tej pory stali „z broni u nogi” wspierają Niemców walcząc z wyzwalającą Warszawę Armią Czerwoną. Cóż może zrobić w tej sytuacji Stalin – choćby wydać rozkaz zdławienia polskiego (czyt.: faszystowskiego) oporu z całą bezwzględnością i surowością.

    W dzisiejszym świecie, rzekomo racjonalnym, coraz więcej ludzi jest przekonanych o … płaskości Ziemi, a przeróżni wróże i przepowiadacze przyszłości zbijają kokosy na ludzkiej naiwności lub głupocie. W czasach gdy wiceprezydent Gdańska genezę II Wojny Światowej widzi w złym słowu „ Polaka przeciwko innemu narodowi” przypominanie oczywistości wydaje się konieczne.

    Co więcej. Dwóch komentujących wydało jednoznaczne oceny przywódców Powstania: „na pohybel” i „sprawców katastrofy warszawskiej 1944, dowódców którzy kazali swoim żołnierzom – jak z góry można było przewidzieć – bezsensownie ginąć, czcić absolutnie nie mam zamiaru.”

    W tych komentarzach nie ma żadnych zastrzeżeń, żadnych „okoliczności łagodzących” te surowe oskarżenia. Nie było żadnej, tym bardziej „kompletnej” „katastrofy warszawskiej” i nikt nie kazał nikomu „bezsensownie ginąć”. Było Powstanie i śmierć tysięcy ludzi, za którą w pełni odpowiadają najeźdźcy.

    Co do znaczenia Powstania – komentarz „gloria victis” dobrze opisuje wymiar geostrategiczny tego czynu. Co do spraw polskich – pamięć o Powstaniu odgrywała istotną rolę w oporze przeciwko komunizacji Polski.

    „ … ale co to ma do rzeczy?”. O to trzeba pytać Francuzów.

  22. Prymitywne wypowiedzi trafiają kulą w płot, a swoją drogą przeczytajcie chociaż jedną z monografii na temat Powstania Warszawskiego takich autorów jak Adam Borkiewicz, Jerzy Kirchmayer czy Norman Davies, a potem dopiero wymądrzajcie się.

  23. „Tempora mutantur et nos mutamur in illis”

    Czasy się zmieniają a my razem z nimi. Nauczmy się wreszcie wyciągać właściwe wnioski z historii.

    Moja prymitywna wypowiedż tak została złożona by trafić . I jak czytam ,trafiła.

    A Bohaterom chwała!.

  24. Genialny plan. Czyli AK udziela pomocy Stalinowi. Zwłaszcza po Katyniu – można się było spodziewać, że Stalin grzecznie podziękuje i zainstaluje w Warszawie rząd londyński, cofnie poparcie komunistom z PPR-u, a potem odda Polsce Kresy i Wolnej i Lwowem. Cóż, całkiem realistyczne. Mogło się udać.

  25. Decyzja o wybuchu Powstania nie była absolutnie motywowana chęcią zwycięstwa. Jasno założony plan był inny. Według niego miasto zdobyć miała Armia Czerwona, jedyna w 1944 r. siła zdolna do wypędzenia Niemców z Warszawy. Zadanie AK było specyficzne. Miała ona dokonać dywersji, zająć newralgiczne punkty miasta, utrzymać się na nich sześć, siedem dni i w ten sposób pomóc Rosjanom zdobyć polską stolicę. Zawiedli Sowieci, którzy nawoływali do Powstania, m.in. poprzez radiostację „Kościuszko”, a potem Stalin zakazał udzielenia pomocy i Sowieci przyglądali się jak Warszawa kona. W ten sposób została pośrednio przez nich dokonana rękami Niemców potworna zbrodnia.Dzisiaj Sowieci i niemieccy naziści są przegranymi, natomiast moralnym zwycięzcami na zawsze pozostaną Powstańcy. Dlatego czcimy pamięć o nich i oddajemy im hołd, który należy się również Pileckiemu.
    Chwała Bohaterom !
    Gloria victis !

  26. Dobrze się czujesz? Pilecki był w Powstaniu zwycięzcą? To bardzo ciekawa teoria. Wynika z niej, że wszyscy powstańcy którzy przeżyli do kapitulacji byli zwycięzcami. Pojawia się jednak mała wątpliwość: to kto w takim razie przegrał?

  27. W tekście Adama Cyry można kliknąć na słowa „raport” oraz „dokumenty” i zapoznać się z opisem rtm. Pileckiego jego udziału w walkach powstańczych jako dowódcy kompanii w Zgrupowaniu „Chrobry II”. Jednostka ta powstała w pierwszych dniach sierpnia 1944 r. w Śródmieściu Zachodnim z połączenia oddziałów, grup i pojedynczych żołnierzy różnych podziemnych organizacji wojskowych. W jej szeregach walczył najsłynniejszy oddział Narodowych Sił Zbrojnych – kompania „Warszawianka” oraz rtm. Witold Pilecki, jeden z najodważniejszych żołnierzy Armii Krajowej. Odcinek bojowy „Chrobrego II” był częścią tzw. twardego frontu, czyli obszaru utrzymanego w rękach polskich do końca Powstania. Zgrupowanie przez 63 dni walk skutecznie osłaniało centrum stolicy przed atakami niemieckimi od strony Alej Jerozolimskich oraz ulic Towarowej i Grzybowskiej. 9 września 1944 r. w „Biuletynie Informacyjnym” – naczelnym organie prasowym KG AK – pisano: Jest w powstańczej Warszawie odcinek frontu, który wybitnie odznaczył się w czasie tych sześciu tygodni walk. […] Jest to front o najwyższych wartościach bojowych. Twardy, zacięty front nieustępliwych żołnierskich piersi. Kiedyś historia w zadumie opowie, za pomocą jak nikłych środków żołnierze ci przeciwstawiali się sześciotygodniowej nawale ognia i żelaza. […] Żołnierze tego odcinka swą heroiczną postawą wyświadczają walczącej stolicy usługę bardzo doniosłej miary: skupiając na swoich piersiach najintensywniejsze uderzenia nieprzyjaciela, odgrywają tym samym rolę tarczy dla pozostałych dzielnic miasta, nawet najbardziej od ich pozycji odległych. Przez szeregi „Chrobrego II” przeszło około 3200 Powstańców. Straty wyniosły około 400 poległych i około 1500 rannych.
    Niemniej kompania Pileckiego musiała 2 października zaprzestać walk, wykonując rozkaz o kapitulacji Powstania.

  28. Aha, wspomniałeś też, że odpowiedzialność za agresję spada na agresorów, czyli Niemców i w konkretnej sytuacji 1944 w Warszawie pośrednio też Rosjan. No tak. Podobnie jak zgadzamy się, że doba trwa 24 godziny, a jesienią drzewa tracą liście. Pewnie, że napadnięty ma prawo się bronić. Ale jakoś u nas w Galicji nie doszło do wybuchu powstania krakowskiego ani oświęcimskiego. Zgodzisz się chyba, że byłoby to głupie. Że Francuzi się wstydzą za swoją postawę? Może i tak, ale co to ma do rzeczy?

  29. Nie wiem, po co przytaczasz tu przykład więźnia uciekiniera, skoro dyskusja jest o Powstaniu. Jeśli masz na myśli tych robotników, którzy mu pomogli i potem trafili do obozu, to: zrobili to co zrobili na własną odpowiedzialność i ryzyko. Nikt im nie wydał takiego rozkazu. Wcale nie musieli zostać przez kogoś wydani. Może też nie wiedzieli czym to się może skończyć, ponieważ to była w ogóle pierwsza ucieczka? Tak czy inaczej nie ma to wiele wspólnego z wojskową decyzją o rozpoczęciu Powstania w Warszawie.
    Nie twierdzę, że należy walczyć tylko wtedy, gdy ma się pewność zwycięstwa. Czasami dowódcy podejmują nawet spore ryzyko i to jest normalne. We Wrześniu 39′ na przykład należało walczyć – nikt nie spodziewał się, że przewaga Niemców może być tak wielka (Blitzkrieg czołg + samolot), że Francuzi i Anglicy tak zamarudzą. Ale wtedy przynajmniej wszyscy polscy żołnierze mieli karabiny, wsparcie przez broń maszynową, przeciwpancerną, jakąś artylerię, trochę czołgów. Tymczasem Powstańcy mieli visów i zwykłych karabinów jeden na pięciu. Tu już nie można mówić o ryzyku. To było wysłanie ludzi na pewną śmierć.
    Z powstaniami bywało u nas różnie, żeby nie sięgać daleko: styczniowe – oczywiste kretyństwo, wielkopolskie – super, szóstka za organizację, dowodzenie i timing, cele osiągnięte w 100%, brawo Wielkopolanie! Powstania śląskie – jak się okazało – w przybliżeniu też, osiągnięto to, co dało się osiągnąć, wojskowo i politycznie, brawo Ślązacy! I na koniec warszawskie – rzeź, kompletna katastrofa w sensie militarnym i wszelkim innym. Czy dlatego, że Warszawa to jednak Kongresówka, a tamte to ex zabór pruski? Może. W każdym razie nie mam pretensji do poznaniaków, że w 1945 nie wywołali drugiego powstania wielkopolskiego. Na całe szczęście.

  30. „Chwała” dzisiejszym zwycięzcom bitew stoczonych kilkadziesiąt lat temu … „a tym którzy dali rozkaz, na pohybel!”.

    Fragment Lekcji internetowej „Ucieczki z KL Auschwitz”:

    „Pierwsza ucieczka nastąpiła już 6 lipca 1940 r., a więc na samym początku istnienia KL Auschwitz. Dokonał jej Polak Tadeusz Wiejowski, a pomogli mu w tym jego rodacy, zatrudnieni w obozie jako tzw. robotnicy cywilni. Wiejowski uciekł w przebraniu roboczym. Pięciu polskich robotników za udzieloną pomoc zostało osadzonych w obozie. Tylko jeden z nich przeżył, lecz wkrótce po wojnie zmarł.6 lipca 1940 roku uciekł z KL Auschwitz Tadeusz Wiejowski.”

    Można pokusić się o liczne scenariusze ucieczki, które zapewniłby bezpieczeństwo osobom wspierającym uciekiniera (przynajmniej w ramach scenariusza). Można też zapytać: komu „na pohybel”?

    Przypominam podstawowy fakt: wojna wybuchła w rezultacie porozumienia zawartego przez Hitlera i Stalina skutkującego agresją na Polskę ze strony Niemiec i Rosji. Zarówno pojedynczy człowiek jak i atakowana społeczność mają prawo do obrony i ratowania życia i mienia. Sama obrona, jej metody i środki, podlega krytyce. Nie zmienia to faktu, że odpowiedzialność za wszystkie ofiary Powstania Warszawskiego spoczywa na agresorze, a nie na broniących się Polakach.

    I może jeszcze „inny punkt widzenia”. Francuska filozof Chantal Delsol napisała w swojej książce (Kamienie węgielne. Na czym nam zależy?): „Dlaczego większość Francuzów nie ma pojęcia o Powstaniu Warszawskim (wiedzą tylko, że było powstanie w getcie)? Czy nie dlatego, że porównanie tego bohaterstwa z postawą ówczesnych Francuzów byłoby zbyt bolesne?”

  31. Są jeszcze dwa argumenty za Powstaniem: żołnierze AK rwali się do walki i nie można było ich powstrzymać. Otóż jakoś do tego czasu akowcy zachowali karność i walki z Niemcami na własną rękę nie rozpoczynali. Powiedzmy nawet, że gdyby w niesprzyjających okolicznościach Bór nie wydał rozkazu, to żołnierze być może czuliby rozczarowanie. Ale byliby żywi. Tak jak prawie 200 000 cywilów, którzy w Powstaniu zginęli.
    I argument drugi: dowództwo AK otrzymało meldunek, że „sowieckie czołgi są już na Pradze”. Meldunek był jednak nieprawdziwy. Ale każdy dowódca przed decyzją, a zwłaszcza taką, od której zależał los tysięcy ludzi i przypuszczalnie los Polski w najbliższych latach, powinien wiedzieć, że meldunek taki o zasadniczym, fundamentalnym znaczeniu, należy potwierdzić i zweryfikować, nie raz, nie dwa, ale dziesięć razy!!! To nie tylko elementarz wykształcenia wojskowego, ale po prostu zwykła logika i poczucie odpowiedzialności za życie setek tysięcy osób. Których to dowództwu AK w Warszawie zabrakło.

  32. Prymitywna wypowiedź „prymitywnej wypowiedzi”. sugeruje, jakoby ci, którzy krytykują decyzję o rozpoczęciu 1 sierpnia Powstania kalają pamięć bohaterów. Oczywiście że nie: bohaterami byli ci, którzy otrzymawszy taki rozkaz walczyli, odnosili rany i tracili życie. Chwała im. Chwała bohaterom. Natomiast sprawców katastrofy warszawskiej 1944, dowódców którzy kazali swoim żołnierzom – jak z góry można było przewidzieć – bezsensownie ginąć, czcić absolutnie nie mam zamiaru. Czy można było inaczej? Proszę bardzo: sowieckie czołgi są na Pradze, docierają nad Wisłę, wtedy AK atakuje obsady przyczółków, utrzymuje mosty i jednocześnie rozpoczyna walkę na lewobrzeżnej części miasta.W takiej sytuacji sowieci nie mają już argumentu aby się zatrzymać, gdy ich pancerne szpice są o krok od Śródmieścia. Scenariusz drugi: Sowieci forsują Wisłę na południe i północ od Warszawy, rozpoczynają manewr okrążający. Niemcy zastanawiają się, trzęsąc portkami: uciekać czy się bronić? Wtedy wybucha Powstanie, Niemcy wycofują się z miasta, Warszawa opanowana przez AK, cel polityczny i wojskowy spełniony. Można? Można. Tylko trzeba było do jasnej cholery pomyśleć.

  33. „krytykom ku rozwadze” – jeden z mądrali oświęcimskich, cytuje nieprawdziwe dane lub interpretuje je wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi.
    Oczywiście, że dowódcy AK mogli uratować miasto nie wszczynając powstania. Nie neguję ich osobistej odwagi, krytykuję tylko głupotę. Wiara, że po doświadczeniach planu Burza na wschodzie, operacji ostrobramskiej i wyłapaniu przez Rosjan żołnierzy 27 dywizji, teraz akurat Stalin zachowa się inaczej i podejmie działania wspierające de facto powstańców, było szczytem naiwności politycznej. Wysyłanie do walki ludzi, z których tylko co czwarty – piąty miał jakąkolwiek broń (pistolety lub karabiny powtarzalne, w części niesprawne) było po prostu zbrodnią.
    „Trudno przyjąć, że obrona Warszawy przez Niemców i jej zdobywanie przez Sowietów nie spowodowałaby zniszczeń miasta i śmierci jego mieszkańców” o oczywiście, że tak można przyjąć. Żadna armia w II wojnie światowej nie forsowała rzeki w wielkim mieście. Odwrotnie: forsowano rzeki na otwartym terenie, tam tworzono przyczółki i stamtąd wyprowadzano natarcia, starając się okrążyć przeciwnika obsadzającego pozycje na innych odcinkach frontu. Wtedy przeciwnik (Niemcy) albo uciekał (najczęściej), albo się bronił (rzadko). Hitler ogłaszał „twierdzami” wszystkie miasta jak leci, co miało wzmóc ducha obrońców, ale rzadko decydowano się na uporczywą obronę, gdyż powodowało to olbrzymie trudności w zaopatrywaniu własnych wojsk (drogą lotniczą). Na ziemiach polskich żadna taka „twierdza” nie była dłużej broniona.
    „do wybuchu Powstania Niemcy zgładzili 450 tys. mieszkańców Warszawy (Żydów i Polaków)” – przecież praktycznie tylko Żydów z getta, Polaków minimalny procent. Poza tym – co z tego ma niby wynikać i jaki to ma związek z sytuacją w sierpniu 1944 roku? Czy sądzisz, że bez powstania Niemcy po prostu tak sobie zaczęliby masowe rzezie i egzekucje? Co za głupi argument.
    Budowa fortyfikacji: i co z tego? W jakim stopniu ewentualne zmuszenie kilku – kilkunastu tysięcy osób do kopania okopów miało stanowić zagrożenie życia dla mieszkańców stolicy?
    Budapeszt i Wrocław to jedyne dwa przykłady miast uporczywie bronionych przez Niemców w 1944 i 1945, które rzeczywiście tygodniami bombardowani i ostrzeliwano z dział, w wyniku czego poniosły one wielkie straty. Jest jednak tez przykład tysięcy innych miast, które nie były tak bronione i ocalały. Bez Powstania Warszawa miałaby więc 1% szans na podzielenie losu Budapesztu i Wrocławia. Z Powstaniem otrzymała tych szans 100%.
    Zresztą: dlaczego tylko tak fetować rocznicę Powstania? A inne dramatyczne klęski polskie? Rocznica Żółtych Wód, Korsunia, Piławic, Batohu, Szczekocin, Maciejowic – jakie to były piękne katastrofy, nic tylko czcić i czcić.

  34. StefanB. swoją prymitywną wypowiedzią może spowodować, że u odbiorcy nieprzygotowanego i nie mającego dotychczas żadnej wiedzy na temat Powstania Warszawskiego wytworzy się pogarda do pokolenia akowskiego – ludzi, którzy w szeregach Armii Krajowej w niezwykle trudnej i skomplikowanej sytuacji walczyli o wolność Polski. Wolność którą udało się dopiero uzyskać im potomnym w 1989 roku.

  35. W kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego również w Oświęcimiu odzywają się różni krytycy dowódców Armii Krajowej oskarżających ich o spowodowania wymordowania tysięcy warszawiaków i zniszczenia stolicy. StefanB jeden z mądrali oświęcimskich nie jest w tym odosobniony.

    Słyszymy od nich – dowódcy AK mogli uratować miasto, nie wszczynając powstania, a wysłali „na front” nieuzbrojone wojsko (powstańców) i nie zapewnili bezpieczeństwa cywilom – któż to widział zabierać ludność cywilną na front. Jak niewiele trzeba było – mówią wszystkowiedzące mądrale – wystarczyło nie wywoływać powstania i ludzie by żyli a domy by stały. Niestety ci głupcy/zbrodniarze z KG AK chcieli pokazać Szkopom i Kacapom jakimi są bohaterami i zafundowali Warszawie zagładę. Przy czym ci sprawcy nieszczęść, jaki dotknęły Warszawę są pokazywani jak jacyś wyobcowani ze społeczeństwa, żyjący bezpiecznie, a narażający innych, Bogu ducha winnych ludzi na śmierć. Tymczasem jest to potworny fałsz. Dowódcy AK, tak jak wszyscy uczestnicy Powstania, byli tak samo narażeni na śmierć, doświadczali tego też ich bliscy. Żona gen. Bora-Komorowskiego była w 8 miesiącu ciąży, z drugim małym dzieckiem, cudem uniknęła śmierci w czasie rzezi w Teatrze Wielkim, Ogrodzie Saskim i na Woli, gdzie udało jej się wymknąć Niemcom. Gen. Komorowski pytany dlaczego nie powiedział żonie o terminie wybuchu powstania i nie wysłał jej poza Warszawę, odpowiedział: „Nie mogłem uprzedzić wszystkich kobiet w ciąży, jakie były w Warszawie, aby uciekały z miasta, więc nie mogłem robić wyjątku wobec żony”. Inni „sprawcy” wybuchu Powstania; gen. Tadeusz Pełczyński został ciężko ranny i stracił w Powstaniu syna – kapral podchorąży Krzysztof Pełczyński 1 sierpnia 1944 r. ciężko ranny podczas zdobywania koszar SS, 17 sierpnia zmarł w szpitalu polowym; syn gen. Leopolda Okulickiego Zbigniew, sierżant podchorąży 2 Korpusu zginął 8 lipca 1944 r. pod Ankoną we Włoszech, a sam Generał aresztowany przez NKWD (proces szesnastu) został zamordowany w więzieniu w Moskwie w 1946 r.

    Wróćmy jednak do kwestii samego Powstania. Mamy rok 1944, od wschodu nadciągają milionowe armie Stalina, nad Wisłą Niemcy przygotowują się do stawienia im oporu. Hitler nakazuje przekształcić Warszawę w twierdzę (Festung Warschau) i bronić jej do upadłego. Trudno przyjąć, że obrona Warszawy przez Niemców i jej zdobywanie przez Sowietów nie spowodowałaby zniszczeń miasta i śmierci jego mieszkańców. Odwrotnie, można być pewnym, że Warszawa, także bez Powstania, zostałaby starta z powierzchni ziemi a jej ludność wymordowana; do wybuchu Powstania Niemcy zgładzili 450 tys. mieszkańców Warszawy (Żydów i Polaków), natomiast około 100 tys. wywieźli na roboty oraz do obozów koncentracyjnych, uległo też zniszczeniu ok 30 proc. zabudowy – wrzesień 1939 r. i zburzenia getta 1943 r.

    Niemcy zarządzili, aby mężczyźni pomiędzy 16 a 65 rokiem w liczbie 100 tys., następnie podnieśli tę liczbę do 200 tys. stawili się do budowy umocnień „Festung Warschau”. To wezwanie, mimo groźby karania śmiercią w razie odmowy, zostało zignorowane, trudno przyjąć, że Niemcy nie zastosowaliby wobec tego żadnych środków represyjnych. Beż wątpienia nie dałoby się tego wszystkiego bezpiecznie „przeczekać”.

    Mamy przykład obrony Budapesztu (Festung Budapest) październik 1944 – luty 1945. Zginęło 100 tys. żołnierzy węgierskich i niemieckich (w Warszawie poległo ok. 18 tys. powstańców) i 150 – niektóre źródła podają nawet 300 tys. osób cywilnych, mieszkańców Budapesztu, w tym 40 tys. zamordowanych przez Rosjan już po kapitulacji miasta. To też rezultat zbliżony do „warszawskiego”. Zabudowa Budapesztu legła w gruzach w 85 procentach, tak jak w Warszawie. Czym innym jest jednak obrona Budapesztu przy pomocy formacji SS, a czym innym walka AK w Warszawie. O tej pierwszej Węgrzy starają się zapomnieć, gdy Powstanie Warszawskie jest dla nas powodem do dumy.

  36. Skutek powstania miał wymiar strtegiczny. Z powodu jego wybuchu Sowietom nie udało się później opanować całych Niemiec, ponieważ na kilka miesięcy zatrzymali sią na linii Wisły. Nie udało im się to, kiedy chcieli to uczynić, w 1920 roku – za sprawą Polski, za sprawą Bitwy Warszawskiej; i nie udało im się to w roku 1944-1945, znowu za sprawą Warszawy, za sprawą Powstania Warszawskiego. I w tym sensie można mówić o zwycięstwie, ponieważ w wymiarze strategicznym ma to taki właśnie charakter.

  37. Odezwała się krynica mundrości i wszechwiedzy – światowiec stefanB, z „głębokimi ” przemyśleniami, jakby na pohybel …

  38. Straty niemieckie to 1600 ludzi, te 10000 to bajka, podobnie jak 250 rzekomo zniszczonych czołgów. Na jednego zabitego Niemca mamy 100 zabitych Polaków. Odnieśliśmy więc wspaniałe zwycięstwo (moralne).

  39. Bilans Powstania Warszawskiego :
    Zabitych 190 tys.cywilów,kobiet dzieci.
    zginęło 19 tys. Powstańców ,w większości młodych dobrze wykształconych i ukształtowanych ludzi,
    stolica kraju obrócona w „perzynę” i oddana stalinowi bez jednego wystrzału .
    Niemców zabitych oficjalnie 2 tys.,nieoficjalnie 10 tys.

    Chwała Bohaterom!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Send this to a friend