Informacje, Kultura, Video

OŚWIĘCIM. „Dom według wartości” z Jurkiem Owsiakiem

W ubiegły piątek 14 września MDSM odwiedził Jurek Owsiak! Rozmowę z Jurkiem, na temat przełamywania barier, poprowadził Leszek Szuster. Spotkanie zainaugurowało wspólny projekt Domu Spotkań i Fundacji Konrada Adenauera „Dom według wartości”.

 

Fot. Krzysztof Janik.

Poprzedni artykułNastępny artykuł

30 komentarzy

  1. Szybko to idzie, ale musiałem pojechać po syna, też nastoletniego.

    Hmmm. Ostatniego wpisu nie rozumiem, Czy chodzi o to, że „podróże kształcą”, a wojaże po Europie pozwolą zrozumieć, że jest ona pewną bardzo zróżnicowaną, ale jednak cywilizacyjną wspólnotą, a to co poza, to jednak coś innego? Taka anegdota. Niech będzie, że w XVIII wieku, pewien dostojnik turecki wysłuchał w Wiedniu koncertu. Zapytany o wrażenia, pochwalił początek – chodziło oczywiście o strojenie instrumentów. Jeśli tak, to moje obawy wiążą się właśnie z tym, że ideolodzy z Brukseli robią wiele, by tak rozumiana Europa odeszła w przeszłość.

    W istocie, trzeba jeździć. Póki jest „gdzie” (nie w sensie terytorialnym).

    Proszę przeczytać raz jeszcze:

    „Dla mnie wynik 27 : 1, to nie rezultat naszego „nabzdyczania się i ulegania fobiom” tylko dowód na brak poszanowania demokratycznego wyboru Polaków przez UE”

    Polacy dokonali wyboru. Za pośrednictwem mającego wyborczy mandat rządu powiedzieli, że nie rekomendują Pana Donalda Tuska. Przedstawiciele 27 krajów nie uszanowali tego wyboru. Ich prawo, ich motywy i cele.

    Czy ja napisałem, że nie można się śmiać z czegoś śmiesznego? Można i trzeba. Inna sprawa, że śmiech bywa niekiedy nie tylko, że nie śmieszny, ale wręcz niebezpieczny.

    Uprasza się o więcej szacunku dla Mistrza Kadłubka i wkładu polskiej delegacji (Paweł Włodkowic) w tworzenie prawa międzynarodowego. No i ten paszkwil Jana Falkenberga.

    Nic się nie zmieniło. Ani w postawie Niemców, ani w dziejopisarstwie. O ile jednak biskupa Kadłubka tłumaczy ówczesny stan i dorobek „nauki” historii, o tyle – ponownie nawiążę do zasadniczego tematu naszych komentarzy – oparcie warsztatu historyka na pomyśle „dawania z Baśki” (vide – Pan Jerzy Owsiak), zamiast na gromadzeniu i analizowaniu źródeł historycznych, wydaje się być śmieszne w zamyśle, ale groźne w realizacji.

    Można się śmiać z Wincentego Kadłubka czy Pawła Włodkowica. Jednak przy nich, niektórzy współcześni nazywający siebie „europejczykami, w istocie nie wiedzą o czym mówią.

  2. „Dla mnie wynik 27 : 1, to nie rezultat naszego „nabzdyczania się i ulegania fobiom” tylko dowód na brak poszanowania demokratycznego wyboru Polaków przez UE”.
    27:1 – przecież to było słynne głosowanie w sprawie Tuska. Głosowanie demokratyczne delegatów państw członkowskich Unii. Co ma piernik do wiatraka?
    Coraz gorzej z panem.
    Dlaczego nie można się śmiać z kogoś, kto plecie kompletne bzdury?
    W 1415 roku na soborze w Konstancji wystąpiła polska delegacja z piękną i długą oracyją po łacinie, jakie to Polska ma starożytne korzenie, o czym świadczyły zwycięstwa Polaków nad Aleksandrem Macedońskim i Juliuszem Cezarem (na podstawie kroniki Mistrza Kadłubka). Obecni tam Włosi, Niemcy, Burgundczycy i Francuzi ryczeli ze śmiechu. I co, nie mieli prawa, śmiertelnie obrazili Naród Polski? Jak się opowiada dyrdymały, to takie są skutki.

  3. W sprawach wojskowości – rakiety i pociski – stosując adekwatną terminologię, poddaję się na całym froncie.

    Nie pojmuję dlaczego wyznacznikiem mojej „europejskości” ma być co najwyżej bierna akceptacja działań polityków „z Brukseli”? Przecież Unię tworzą wszyscy członkowie, na równych prawach. O jakich demokratycznych decyzjach Pan mówi? O „zdublowanym” referendum w Irlandii? A może o ostatnim głosowaniu w sprawie Węgier, z dostosowanym do demokratycznego wyniku sposobem liczenia głosów. Ale przyjmijmy, że mamy w strukturach unijnych do czynienia z demokracją. I że należy szanować demokratyczne wybory i ich następstwa. To ja proszę z wzajemnością. Tylko tyle.

    Dla mnie wynik 27 : 1, to nie rezultat naszego „nabzdyczania się i ulegania fobiom” tylko dowód na brak poszanowania demokratycznego wyboru Polaków przez UE.

    Mimowolnie powrócił Pan do głównego tematu komentarzy i słów Pana Jerzego Owsiaka o „obśmianej Polsce”. Poświęćmy temu wątkowi nieco uwagi. Z faktu, że ktoś się z czegoś śmieje, można wnosić, że: a) mamy do czynienia z czymś zabawnym, b) że ktoś śmiechem przykrywa brak zrozumienia, c) że świadomie i z premedytacją wyśmiewa się z kogoś, czegoś, d) …. . I tu powrócę do przywołanego w jednym komentarzu zdjęcia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego – z zabawnej sytuacji z szalikiem uczyniono coś na kształt nagonki, by wykpić i zdezawuować konkretną osobę. Coś w tym jest. Rodzina wielodzietna – patologia. Ojciec z piwem, a matka z ilomaś tam dziećmi psuje „Europejczykom” komfort wypoczynku na plaży. Przekonanie, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny (i to jeszcze jeden na całe życie) – no śmiech na sali. W bogatej, wielopłciowej i wielozwiązkowej (nie chodzi o związki zawodowe) rzeczywistości osoba głosząca takie wartości nie może nie budzić śmiechu „wyzwolonej” elity. Niech i sobie będzie wyzwolona, tylko niech przynajmniej nie zmusza innych do afirmacji swoich przekonań. Może jednak nie należy lekceważyć tych słów o „obśmianej Polsce”. Nie można, z braku podstaw, użyć siły argumentu, można zastąpić go argumentem „wyśmiania”.

    I jeszcze w tym temacie taka drobna, a jak wiele mówiąca historia. Pan Łukasz Warzecha, komentując zaprzysiężenie z asystą wojskową nowej ambasador USA w Polsce, zakpił sobie na twitterze z bodaj „murzyńskości” polityków Prawa i Sprawiedliwości. Z czasem okazało się, że tak przewiduje stosowny ceremoniał niezależnie od kraju pochodzenia ambasadora. Pan dziennikarz przeprosił, ale sam fakt bardzo znamienny.

    Drobne przejęzyczenie z kategorii „freudowskiej pomyłki” – rząd Prawa i Sprawiedliwości ma w Brukseli dbać o interes Polski. W istocie, gdyby poszedł wzorem polityków Platformy Obywatelskiej i troszczył się o interes członków (niektórych) partii, byłby wzorem „demokracji i praworządności”.

    Anglicy byli odmiennego zdania (zakładając ekonomiczne podłoże Brexitu) – bo może Niemcy i Francuzi (ach te nacjonalistyczne resentymenty) nie dopuścili wyspiarzy do europejskich „rynków wschodzących”.

    Albo interesy, albo wartości, albo polityka „łechtania”. O ile w przypadku USA znaczenie mieć mogą i interesy (w dużym stopniu) i wartości (zapewne w znacznie mniejszym), o tyle w przypadku UE interesy i wartości zdaje się wypierać ideologia. A w zderzeniu z ideologią o „wyłechtanie” kompromisu może nie być łatwo.

    Z drugiej strony trzeba przyznać, że nowa Pani ambasador USA stosowną sztukę opanowała wyśmienicie, mówiąc o rosnącej w siłę Polsce: „Wszystko po to, aby zająć miejsce, obok Francji i obok Niemiec”. Obok, nie za.

  4. I jeszcze – może to truizm, ale jak sobie tak piszemy, to literki podobne do tych francuskich, niemieckich, angielskich, hiszpańskich włoskich. Wystarczy jednak przeskoczyć z Gibraltaru na drugi brzeg, a tam już – robaczki.
    Jeśli się pan uprze, to w miesiąc nauczy się pan podstaw niemieckiego włoskiego, czy nawet hiszpańskiego, w stopniu umożliwiającym komunikację. Ale już z chińskim byłby kłopot, czy nie? Bracia Węgrzy – no tak, wyjątek.
    Jak pan pojedzie do jakiegokolwiek kraju Unii, to mimo wszystko czuje się pan dość swojsko: zawsze jest tam jakiś ryneczek, jakiś kościół, szachownicowy układ ulic. Z grubsza tak jak u nas. A już dalej, nawet w Stanach – całkiem inaczej.
    Zachęcam pana do pojeżdżenia sobie trochę samodzielnie po Europie, jeśli pan jeszcze tego nie spróbował. Proszę mi wierzyć – warto.

  5. Panie Leszku. Poruszył pan wiele wątków, skupię się tylko na najważniejszych.
    Pisze pan z pozycji: my tutaj – a tam obca Unia Europejska. Tymczasem niech Pan łaskawie spojrzy na swój paszport, zakładam, że pan go ma. Co tam jest u góry na okładce napisane? Otóż to, że jest pan obywatelem RP, ale też obywatelem UE, jest pan Polakiem, ale też i Europejczykiem. Pominę już taki drobiazg, że Polak udający się do Wuja Sama musi słono opłacić wizę i poddać się różnym upokarzającym procedurom.
    Czy chodzi pan na wybory do Parlamentu Europejskiego? Jeśli nawet nie (?) to wielu Polaków jednak głosuje. Partia PiS wystawia tam swoich kandydatów, czy nie wystawia? Skoro tak, to chyba wierzy w sens posłowania do Brukseli. Jeżeli decyzje tam zapadają w sposób demokratyczny, to czy aby tylko na złość Polsce? A może to rząd pis porusza się tam jak słoń w składzie porcelany? Może nie potrafi negocjować, zawiązywać sojuszy, czyli po prostu dbać o swoje interesy? Może nabzdyczając się i folgując swoim fobiom powoduje że inni z nas się śmieją? Więc nie ma się co dziwić, że potem jest 27 : 1.
    Od momentu wstąpienia do Unii dostaliśmy netto ponad 100 miliardów euro na infrastrukturę. Rozwój gospodarczy Polski jest fantastyczny. Polacy bogacą się jak nigdy dotąd w historii. Niech pan spojrzy przez okno: też w Oświęcimiu domy coraz ładniejsze, ogródki coraz bardziej zadbane, samochody na ulicach to już nie tylko wraki ze szrotu, ale coraz częściej nówki prosto z salonu. Czy wierzy pan, że bez Unii byłoby to możliwe? Owszem, trudno stwierdzić ponieważ wszystkie kraje wokół nas są w Unii. W każdym razie jakoś nie sądzę, aby bez transferu nowoczesnych technologii i z barierami celnymi udałoby się to osiągnąć.
    Pisze pan, że Zachód bogaci się bardziej naszym kosztem. Jakoś Anglicy byli przeciwnego zdania.
    Powtarza pan bzdury internetowe o Gruzji, Rosji i kodach źródłowych. Informuję pana, że właściwie cała przeciwpancerna siła obronna Wojska Polskiego opiera się o izraelskie pociski kierowane typu Spike. Jeśli to taka zdrada, jeśli Żydzi nas mogą sprzedać Rosjanom, to dlaczego rząd pis natychmiast nie przystąpił do wymiany tych rakiet na amerykańskie? Ponieważ to bzdura jest.
    Dziś jest tak, że zarówno Unia jak i USA są sojusznikami Polski. Obaj ci sojusznicy ostatnio trochę się pokłócili, o sprawy dla nas akurat dość drugorzędne. W naszym interesie jest zachowywać dystans do jednych i do drugich. Tu trochę połechtać Trumpa, tam połechtać Junckera. Niech się cieszą, że jesteśmy po ich stronie, niech nas z tego powodu wspierają. Na tym polega sztuka dyplomacji.

  6. Na zakupie izraelskiego sprzętu Gruzini podobno nie wyszli najlepiej. A Izrael sam nie stroni od współpracy militarnej z USA. Symbolem siły militarnej Unii stało się zachowanie żołnierzy holenderskich w Srebrenicy – żołnierz nie jest od tego by umierać (z tym się zgadzam – podobnie jak np. strażak), ale od tego by, gdy trzeba, walczyć (a strażak gasić pożary). Spośród proponowanych oferentów, dla mnie najbardziej wiarygodna jest Ameryka.

    Zgoda, powiedzenie „wybieram tylko ciebie” (pomijając zupełnie specyficzne okoliczności), nie jest dobrą strategią negocjacyjną. Z drugiej strony nie znamy ofert konkurencji stąd trudno o porównanie. A próba cementowania więzów z Ameryką, nawet za cenę przepłacenia za kupowane uzbrojenie, nie musi być strategicznie nieopłacalna.

    Nawet w przypadku stałej bazy Amerykanie też będą mogli odejść.

    Bruksela jest wściekła nie tylko na nas, ale również na Prezydenta Trumpa i na Węgrów. Swego czasu obrywali Austriacy. Przyszedł czas na Włochów. Przyczyn tej wściekłości ja upatruję w lewackiej (ostatnio modne określenie) ideologii, którą owładnięte są europejskie „elity”. Rząd Prawa i Sprawiedliwości mógłby być nie wiem jak antyamerykański, ale nie stałby się przez to, w ocenie tychże „elit”, bardziej „praworządny”. Dla nich, jest niejako ” z natury”, nie do przyjęcia.

    Gra na dwóch fortepianach to bardzo dobry postulat. Co więcej, niektórzy dodają trzeci – Chiny. Ale tu wracamy do Pańskiej trafnej uwagi „gdyby Polska była mocarstwem”. Jest jeszcze inny problem – do tanga trzeba dwojga. Nic mnie tak nie zdumiewa jak pojawiające się od czasu do czasu sugestie „poprawy stosunków z Rosją”. W przypadku, wydawałoby się zupełnie innych państw, Niemiec, czy Francji też nie jest nam łatwo. Skąd przekonanie, że to my odpowiadamy za to, że Bruksela nas nie lubi?

    Rzecz niezwykła. Zarzuca Pan obecnemu rządowi, że „wyraźnie i bezapelacyjnie” postawił na USA. A jak opisuje Pan nasze relacje z Unią? Albo Unia, albo klęska. Po pierwsze – beneficjentem powiększenia Unii o kraje Europy Środkowej są także kraje Europy Zachodniej. Niektórzy twierdzą, że głównie one. Pamięta Pan sprawę pożyczki udzielonej przez EBOR Schwartz Gruppe na rozwój sieci Kaufland w Polsce? Można poszukać jaką część dochodu Jeronimo Martins generują polskie sklepy tej sieci. Ale pomińmy ekonomię. Sam Pan napisał, że erozja fundamentów chrześcijańskich wymaga szukania nowego spoiwa – równość, wolność, braterstwo. Albo zasady, albo emocjonalny szantaż – bierzecie pieniądze, róbcie co każemy. Brexit doskonale pokazuje kto „rozsadza” Unię. Pomijam sąsiada ze wschodu, który zapewne i tam maczał palce, ale pierwszorzędną rolę odegrali eurokraci, przekonani o swojej nieomylności i misji oświecania innych. Mogli zrobić dużo, by do Brexitu nie doszło, zrobili niemało, by doszło. To nie Polska rozsadza Unię.

    Proszę Pana. Żyjemy jakieś 60 (pesymistycznie) – 90 (optymistycznie; pomijam Warszawę) lat. Mówienie, z tej perspektywy, że jakiegoś trendu nie da się odwrócić wydaje się być na tyle odważnym, co pozbawionym podstaw. Świat to nie tylko, teraz już i nie przede wszystkim, Europa.

    Tradycja oświeceniowa nie jest moim zdaniem dobrym budulcem. Nie bez powodu Francuzi równie silnie wypierają się swojego współudziału w zagładzie Żydów, jak i ludobójstwa w Wandei. Dotychczasowe próby budowania „nowej, lepszej, postępowej” rzeczywistości – rewolucja francuska i bolszewicka, niemiecki nazim -, odrzucające religię i bazujące na takich czy innych ideologach nie przyniosły dobrych owoców. I nie ma potrzeby do nich wracać. Fakt, teraz nie trzeba wywozić do obozów, ani eksterminować. Wystarczy „państwo prawa”, skazujące rodziców za odmowę posłania dzieci na zajęcia „gender”, czy nakazujące, wbrew woli rodziców, zabić ich dziecko. Jest jak w komunizmie – nie wystarczy być neutralnym, trzeba kochać. Za poddanie krytyce określonych (ale tylko wybranych – „postępowych”) grup czy środowisk można mieć poważne problemy z owym „państwem prawa” Ba, nawet za cytowanie Biblii podczas nabożeństwa. Używanie niektórych słów – wracając do głównego tematu komentarzy: nie chodzi o wulgaryzmy – staje się zakazane, innym nadaje się nieznane wcześniej znaczenia. Nie tędy droga.

    Ludzie wyrzynali się i przed Narodzeniem Chrystusa. To chrześcijaństwo łagodziło obyczaje i cywilizowało, nie odwrotnie. Bez odniesienia do „instancji spoza naszego świata”, każdy będzie miał równe prawo do decydowania o sobie, a w konsekwencji o innych. Przykłady ludzkiego (raczej nie) prawodawstwa mamy solidnie przećwiczone. Nie jesteśmy skazani na taką czy inną, „postępową” i rzecz jasna „naukową” ideologię, wymyśloną przez takiego czy innego mędrca, filozofa, kogoś jeszcze.

    Jesteśmy zakotwiczeni w Unii. Działamy na jej rzecz i dla jej dobra. Nasze inicjatywy wspierają inni – ostatnio Niemcy zaproponowali swój akces do Trójmorza. Nie jesteśmy mocarstwem, to prawda. I bez wątpienia, o powrót do minionej terytorialnej potęgi, w tak zmienionej rzeczywistości, nie sposób teraz się ubiegać. Ale nasza siła tkwiła także w wartościach cywilizacyjnych i w naszej kulturze. I nie widzę przeciwskazań, by nie miało tak być w przyszłości.

  7. Panie Leszku. Amerykanie chcą nam sprzedać system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Patriot. Na rynku są jeszcze europejski system Aster 30 i system izraelski Iron Dome. Nie jest więc tak, że byliśmy z góry skazani na Amerykanów. Ale deklaracje polityków pis, że: „na pewno kupimy amerykański” spowodowały, że zaproponowano nam cenę zwalającą z nóg. Nie można tak negocjować, nie mając w zanadrzu żadnej innej oferty. Chyba, że miała to być polityczna łapówka dla kupienia sobie obecności amerykańskich wojsk w Polsce. Ale jak na razie, nic z tego nie wyszło. Rotacyjna obecność jest fajna, ale ma to do siebie, że Amerykanie raz są, raz ich nie ma.
    Sojusze: owszem, w polityce nie ma nic pewnego i może okazać się, że Europejczycy nas wystawią, nie chcąc umierać „za Augustów”. Tylko że Amerykanie mogą zrobić dokładnie to samo, tak jak wyraźnie dał to do zrozumienia ich prezydent ostatnio w sprawie Czarnogóry. Więc aby być poważnym partnerem należało grać na dwa fortepiany: deklarować jedność NATO i jednocześnie na wszelki wypadać oferować coś i Europie i Ameryce. My postawiliśmy wyraźnie i bezapelacyjnie na USA. Efekt jest taki, że Bruksela jest na nas wściekła, a Amerykanie nas lekceważą, bo wiedzą, że nie mamy już swobody manewru i ustawiliśmy się w pozycji wobec nich klienckiej, jak za przeproszeniem Gwatemala.
    Europa niekoniecznie musi być oparta na wartościach chrześcijańskich. Wybaczy pan, ale to już melodia przeszłości. Kościoły na Zachodzie są puste i gdyby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość, tego trendu nie da się odwrócić. W Polsce zresztą dzieje się podobnie, a liczba wiernych uczestniczących w niedzielnych mszach od lat systematycznie spada. Ale pozostaje jeszcze oświeceniowa i demokratyczna tradycja, czy nawet do pewnego stopnia wspólnota podobieństw języka, pisma, systemu prawnego itp, itd., są ewidentnie wartości, które Europę mogą spajać. Są też egoizmy narodowe, które – pomimo całego chrześcijaństwa sprawiły, że przez wieki wzajemnie się wyrzynaliśmy. To co stało się po II wojnie jest próbą przezwyciężenia przeszłości, jak na razie udaną. Na szczęście od dwóch pokoleń Polacy nie muszą „umierać za Ojczyznę”, a mój nastoletni syn przymierzać groteskowego wielkiego hełmu, jak dzieciaki w Powstaniu. W żywotnym interesie Polski jest zakotwiczyć się w Unii i starać się ze wszystkich sił, aby była ona jak najsprawniejsza. My natomiast staliśmy się teraz elementem ją rozsadzającym. Pis lekceważy ją i wyśmiewa. Ale pieniążki z funduszy strukturalnych – bierzemy. Gros naszego eksportu do Unii – wysyłamy. Pis tak naprawdę nawet nie stara sobie wyobrazić, co by się stało, gdybyśmy znaleźli się za unijną burtą. Jakoś wszystkie inne sąsiednie kraje trzymają się Unii rękami i nogami. Nawet populistyczny Orban, gdy przychodzi co do czego, pyszczyć przestaje i przybiera pojednawczy ton.
    Pewnie, byłoby fajnie, gdyby Polska była mocarstwem i prowadziła w pełni samodzielną w 100% politykę, nie oglądając się na innych. Ale przekichaliśmy swoją szansę czterysta lat temu. I to se ne wrati.

  8. Ależ to nie jest logo Pana Jerzego Owsiaka tylko projektu „Dom według wartości”.

    Przypominam – to sam Pan Jerzy Owsiak „wszedł w buty” polityka (pomijam aktywność publiczną – wystarczy przesłuchać zapis spotkania; i zaznaczam – to jego pełne prawo), a zadane przez jedną z osób pytanie, tylko potwierdziło, że w ten sposób jest postrzegany.

    „PIS-owskie operacje przejęcia kontroli nad wszystkim”. Demokracja (i nie tylko) nie jest ustrojem idealnym. W istocie. Nie zmienia to faktu, że podstawową zasadą demokracji jest przekazywanie władzy w sposób bezkrwawy, nie w drodze zamachów czy rewolucji, lecz poprzez wybory. Problem zaczyna się wówczas gdy przegrani nie potrafią uszanować woli wyborców. Jeszcze gorzej, gdy zamiast zabrać się do solidnej pracy – rozbudowywanie struktur, opracowywanie planów i przekonywanie do nich społeczeństwa – stawiają na „ulicę i zagranicę”. „Ukoronowaniem” tej polityki są ostatnie nawoływania Pana Władysława Frasyniuka. Nie chcę być prorokiem … i nie nawiążę do „Domu według wartości”.

    Co do narastającego „oporu społecznego”. Przyznam, że nie rozumiem Pańskiej niechęci do obejrzenia tego filmu. Toż on właśnie o tym „oporze”. Jeszcze raz polecam. To bardzo, bardzo dobry materiał do refleksji i przemyśleń … o demokracji, o oporze, o ludziach.

    Również dziękuję.

  9. Temat zdjęcia mamy, tak sądzę, omówiony.

    Sprawa znaczenia podpisanego dokumentu – do dyskusji.

    Czy na obecnych relacjach z USA nic nie zyskujemy? Rotacyjna obecność żołnierzy amerykańskich, możliwość wyposażenia polskiej armii w nowoczesny sprzęt wojskowy (są rzeczy, których nie kupi się na „wolnym rynku”) oraz osłabiające nasze energetyczne „przywiązanie” do Rosji dostawy gazu – to fakty.

    Gdy kilka lat temu Niemcy postulowali byśmy wzięli napływających falami imigrantów, pomyślałem, że możemy ulżyć Niemcom i wziąć … bodaj 40 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Nawet jeśli mielibyśmy wybudować bazę to będzie to infrastruktura wojskowa na naszej ziemi, z której korzystać będzie mogło także polskie wojsko. W takim sąsiedztwie żołnierzy i uzbrojenia nigdy za dużo. Nie ma gwarancji, że „Fort Trump” powstanie, ale brak jakichkolwiek działań gwarantuje, że nie powstanie.

    „Rząd PiS … ostentacyjnie ignoruje partnerów z Unii”. Optymistyczne założenie. Dla Niemców i Francji, Polska (i nie tylko) nie jest żadnym – na chwilę obecną – partnerem. Dowody? Począwszy od polityki gospodarczej (słynna sprawa dotowania stoczni), po bezkarne ignorowanie przez te kraje prawodawstwa europejskiego – np. zaproszenie imigrantów przez Kanclerz Merkel i dążenie do utrzymania krajów Europy Środkowej w stanie politycznej i gospodarczej zależności od „starej Unii”, kamuflowane „troską” o praworządność (Polska, Węgry). Powiem tak – sojusz z Unią mamy już w ostatnich latach przećwiczony, ze skutkiem negatywnym. Może czas na zmianę polityki, zwłaszcza, że i USA po słynnym zwrocie w kierunku Pacyfiku, przypomniały sobie, że Europa nadal istnieje.

    Czy Trump jest wiarygodny? A dlaczego pyta Pani/Pan tylko o wiarygodność Trumpa? A nasi „partnerzy” z Unii? Są wiarygodni? Na przykład Niemcy. Są bardzo przewidywalni. Do dominacji politycznej i gospodarczej dokładają jeszcze bezwzględną i brutalną politykę historyczną, kreując się na największą ofiarę II Wojny Światowej, swoje ofiary ubierając w strój kata.

    Pełna zgoda – Amerykanie utrzymując rozliczne bazy bronili swojej imperialnej pozycji na świecie. Ale zapytam przewrotnie – wolał/a/by Pani/Pan mieszkać w latach zimnej wojny w którymś z państw z amerykańskimi czy sowieckimi bazami? Jedno nie wyklucza drugiego. Broniąc statusu mocarstwa, bronili (osobną kwestią jest temat wspierania takich czy innych dyktatur) wolnego świata. I co w tym niezrozumiałego, że Trump wskazuje na obłęd niemieckiej polityki – nie przeznaczając odpowiednich środków na zbrojenie, finansują szczodrobliwie kraj stanowiący największe w regionie zagrożenie.

    Czy Europa nie miała takich ambicji? Ależ miała. Gdy tylko się dało Niemcy i Francuzi z lubością następowali w ostatnim czasie na odcisk Amerykanom – taka małostkowa forma poprawiania sobie samopoczucia. Może zbliżenie polsko-amerykańskie uzdrowi relacje Unia – USA?

    Pyta Pani/Pan: „Co w takim razie z obroną wspólnych wartości, zachodniej kultury, swobód i demokracji”. Czyli czego? Fundament chrześcijański na którym zbudowana została Europa, „Europejczycy” odrzucili, pomijając w traktatach odniesienie do 2000 lat historii. Kraje takie jak Węgry i Polska, odwołujące się do religijnej tożsamości, zdają się być traktowane, w tej „tolerancyjnej” wspólnocie, niczym „odmieńcy”. Jakich swobód mamy bronić? Wracając do zasadniczego tematu komentarzy – swobody do „robienia co chceta”? Jakiej demokracji? Takiej, w której jak wygrają politycy lewicowi, to mogą – vide Węgry – kłamać „rano, nocą i wieczorem” oraz prowadzić kraj do upadku, ale i tak będą hołubieni i stawiani za wzór. A jak demokratycznie wybrani zostaną prawicowcy i co gorsza (pomijam zachodnie „chadecje”) zaczną prowadzić politykę zgodną z zapowiedziami, to podnosi się larum i – wzorem referendum akcesyjnego w Irlandii – chciałoby się powtarzać wybory, do czasu, aż „demokratycznie” wygrają nasi. Może to zabrzmi dla Pani/Pana dziwnie, ale uważam, że wektory uległy odwróceniu – nasz dawny wzorzec „wolności”, Europa Zachodnia, popada w totalitaryzm, a jej obywatele mogą pomału marzyć o wolnościach jakimi my (jeszcze, i by tak zostało; dla jasności – nie obecna władza stanowi dla nich zagrożenie ) jeszcze możemy się cieszyć.

    Czy idą inne czasy? W polityce zapewne jak w życiu, w końcu tworzą ją ludzie, są interesy i są sentymenty. Nie ulega wątpliwości jedno. Stany Zjednoczone to jedyny silny kraj „wolnego świata”, w którym odwołanie się przez polityka do Boga i wartości religijnych, uznawane jest za coś naturalnego, a nie traktowane jako złamanie zasady „świeckiego (?) charakteru państwa”.

    Co do „a co jeśli”. A co jeśli Niemcy postanowią odnowić pakt Ribbentrop-Mołotow?

  10. Lechu, nie oglądałem relacji z obrony sądów, ale widze w tym artykule np.zdjęcie Owsiaka a nad nim wielki napis,”Dom etc.” no i logo. I to jest wazny szczegół. On ma juz logo. Troche przypomina logo SLD i mysle że bedzie się starał „umoscić” w tej częsci sceny politycznej.

    Zatem Owsiak prezes fundacji zostanie zastapiony Owsiakiem politykiem.

    Kazda akcja rodzi reakcje,wiec zrozumiałe jest ze PIS-owskie operacje przejęcia kontroli nad wszystkim bedą rodzić narastajacy opór społeczny.Wkrótce paliwo 500+ się skończy a wpadki wieksze czy mniejsze tej partii dadzą znać o sobie przy urnach.

    Cóz,demokracja nie jest ustrojem idealnym…

    Dziekuje za spokojną i kulturalna rozmowę.

  11. W tym sęk że wiedza to już od dawna…Polska na wszystkich sojuszach wychodzi jak przysłowiowy Zabłocki.

  12. Fakty są takie, że zdjęcie Dudy z podpisywania mało znaczącego dokumentu „o partnerstwie” wygląda wizerunkowo fatalnie. Nawet północnokoreański Kim Jakiś Tam w podobnej sytuacji siedział obok Trumpa. Zamierzony afront? Być może.
    Polska w tym spotkaniu nie uzyskała nic. Ani wiążącej obietnicy stałej bazy wojskowej, ani wyraźniej deklaracji sankcji wobec firm budujących Nord Streem 2, o czym Trump wcześniej co nieco przebąkiwał. Duda zapewnił go o zamiarze kupowania za miliardy amerykańskiego sprzętu wojskowego i wydania miliardów dolarów na przygotowanie amerykańskiej bazy w Polsce. Za to został poklepany przez Trumpa po plecach. Tyle.
    Widać wyraźnie, że rząd pis stawia wszystko w tej grze na USA i ostentacyjnie ignoruje naszych partnerów z Unii. Jest to w sytuacji ostrego sporu pomiędzy Waszyngtonem i Brukselą, jakaś opcja. Nie mówię, że nie.
    Pozostaje jednak pytanie: na ile Trump jest w swoich deklaracjach wiarygodny? Czy jest politykiem obliczalnym? Jego teza jest następująca: my Amerykanie z kieszeni naszych podatników ponosiliśmy koszty zbrojeń, także dla ochrony Europy. Europejczycy natomiast, zamiast nam pomagać, nie wydawali na wojsko nawet obiecanych 2% PKB, przeznaczając te pieniądze na socjal. To się musi skończyć.
    Pozornie ma rację. Jednak Amerykanie tak naprawdę nie wydawali tych bilionów na zbrojenia z altruizmu, aby nas bronić, lecz przede wszystkim po to aby zachować pozycję supermocarstwa, szachować Rosję, trzymać na krótkim sznurku szejków mających ropę i umacniać amerykańskie wpływy na świecie. Europa nie miała takich ambicji, więc na wojsko skąpiła.
    Tramp teraz mówi: chcecie bezpieczeństwa – to płaćcie. Czyli osłonę US Army można sobie po prostu kupić. Co w takim razie z obroną wspólnych wartości, zachodniej kultury, swobód i demokracji, co z braterstwem broni, z nie tak znowu dawnych lat? Może idą inne czasy i zamiast tradycyjnej polityki będziemy mieli w stosunkach międzynarodowych czysty biznes? Czy jeśli dajmy na to Kim Jakiś Tam wysupła marne kilka miliardów, to jego reżimu Amerykanie też będą bronić?
    A na naszym poletku: co jeśli Trump uzna, że wspieranie Polski w konflikcie z Rosją po prostu mu się nie opłaci?

  13. Znam. Musimy jednak pamiętać o tym, że każdy obraz podlega interpretacji (pomijam już szeroko rozumiany kontekst). Przykładowo: zdjęcie przedstawiające Szefa Rady Europejskiej, Pana Donalda Tuska, pomagającego ubrać marynarkę Panu Junckerowi, można odczytać życzliwie, jako przejaw dobrego wychowania polskiego polityka – po prostu udzielił pomocy drugiej osobie – lub potraktować z mniejszą wyrozumiałością jako świadectwo jego rzeczywistej pozycji w strukturach europejskich – pozycji lokaja. Jeszcze ciekawszym przypadkiem do analizy może być „sprawa” zdjęcia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Z wielu ujęć wykonanych podczas meczu Polska – Austria, wybrano to, na którym przewijany przez Prezydenta szalik z napisem „POLSKA”, odwrócony był do góry nogami. To banalne i naturalne, nawet żartobliwe zdarzenie, niektóre osoby wykorzystały do krytyki ówczesnego Prezydenta.

    A można też, zamiast skupiać całą uwagę na wymowie zdjęć – tak różnej da poszczególnych obserwatorów – analizować i oceniać cele i działania sfotografowanych postaci.

    Trochę wbrew powyższej uwadze, ale w nawiązaniu do zasadniczego tematu „Dom według wartości” i jego Gość … oglądnął Pan może relację z obrony „wolnych sądów”? Jak Pan interpretuje ten obraz?

  14. Nie mam ubawu, jest wręcz przeciwnie.Zapewne zna Pan to powiedzenie: jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów…

  15. Dziękuję za ostatni komentarz. Prawie uległem tej iluzji … . Zainspirowany Pańskim wpisem postanowiłem sięgnąć do źródła i odwiedziłem … twitterowe konto Prezydenta Donalda Trumpa. Osobiście polecam.

    Z drugiej strony troszkę rozumiem wzmożenie opozycji i podkreślanie wagi tego, w istocie, bardzo niefortunnego zdjęcia. Pozwolę tu sobie nawiązać do zasadniczego tematu naszych komentarzy – podczas spotkania w MDSM-ie dało się odczuć wśród części słuchaczy pewien smutek i rozgoryczenie oraz brak wiary w przyszłość. Nawet „energetyczny” Jerzy Owsiak nie był w stanie wlać w zebranych wiary, że łatwo, „robiąc swoje”, przezwyciężą „dobrą” zmianę. „Na bezrybiu i rak ryba” – jak już się trafiła okazja by skrytykować Prezydenta RP … . Szkoda tylko, że krytyka ma umiarkowanie merytoryczny charakter.

    Pewna osoba trafnie zauważyła, że większość dziennikarzy amerykańskich opisując wizytę skupiła swą uwagę na idei „Fortu Trump”, a niemała część polskich „dziennikarzy” na jednym zdjęciu.

    Na krajowym rynku medialnym sprawa wywołała od razu swoistą licytację na fotografie, „kompromitujące”, mniej lub bardziej, takich czy innych polityków – zjawisko smutne i przygnębiające. Ale skoro już Pan przywołał obraz jako argument w dyskusji to pozwolę sobie, ponownie nawracając do zasadniczego tematu i naszego lokalnego podwórka, postąpić podobnie. Podczas spotkania Pan Jerzy Owsiak gloryfikował protestujących w „obronie”.

    Polecam link – kłania się „Rok 1984”:

    Korekta – komentarze z linkami nie są publikowane. Proszę wpisać w wyszukiwarce: nazwa portalu (tego!) Oświęcim wolne sądy. Pojawi się relacja i film.

    I na koniec – nie wiem, czy nawet niewielkie prawdopodobieństwo zbudowania stałej amerykańskiej bazy wojskowej w Polsce, to coś co „ubawi” Prezydenta Rosji. Natomiast Pański „ubaw” – tak odczytuję nastrój komentarza – z „ubawu” Pana Putina, pozostawię bez komentarza.

  16. No tak,a zdjecie prezydenta podpisujcego dokument „o partnerstwie” z pozycji petenta (na stojaco i w rogu biurka) to doskonała ilustracja tego faktu.
    Trump i Putin muszą mieć teraz niezły ubaw…

  17. Przypomniałem sobie rozmowę Michnika z pewnym pezetpeerowcem, z ok. 1988 roku:
    Michnik – „Dajecie nam ciągle do zrozumienia, że jeśli nie wy, to przyjdzie po was jeszcze gorsza ekipa, okropna, straszna, która chwyci wszystkich za twarz. Albo wejdą oni”.
    Pezetpeerowiec – „Co pan opowiadasz, jacy oni, kto niby miałby wejść?”
    Michnik – „Jaaak to kto? Aaaamerykanie”.

  18. No właśnie nie bo jeśli z tamtąd raz wyjedziesz, to już nie wrócisz.To samo z Niemiec czy Holandii, wyjedziesz i koniec.A po co wrócisz jeśli jesteś np.przyslowiowym hydraulikieirm skoro na twoim miejscu pracuje Baszkir za pieniądze mniejsze niż kiedy płacono kiedy wyjeżdżales?

  19. Jak rozumiem, jasno wynika coś, o czym skądże nam maluczkim wiedzieć? Hmmm.

    Jeśli się nie mylę, to temat stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce ma już swoją historię. Nazwa może być.

    Co do „próby wyprowadzenia polski z Europy”. Po pierwsze – Polska jest w Europie od tysiąca lat. I mając na uwadze wydarzenia z naszych dziejów, które można interpretować jako ową próbę – zabór rosyjski i rządy komunistów – trzymamy się mocno. Co do Unii Europejskiej – ja jestem w stanie wyobrazić sobie Europę bez Unii, podobnie jak Unię Państw Europy Środkowej, tudzież inne rozwiązania. Pan nie? Te kilkadziesiąt lat trwania UE to bardzo, ale to bardzo niewiele.

    Logika „powrotów” trochę kuleje – toż po „Brexicie”, nadal unijną Polskę, powinna zalać fala powracających z „wyprowadzonych” ze wspólnoty Wysp Brytyjskich.

  20. Może chodzi o wyimaginowany fort trump wynaleziono na predce przez sztab Dudy?a może chodzi o próby wyprowadzenia polski z Europy tak by nasze dzieci pracujące za granicą już na pewno nie chciały tu wrócić no i po co skoro na ich miejsce PIS ściąga ludzi skąd się da?skąd my maluczcy możemy to wiedzieć?

  21. Za dużo ezoteryki.

    Z przemówienia Prezydenta „jasno wynika o co tak na prawdę chodzi PIS-owi” – o co?

    ” … jednak coś jest na rzeczy”. Co?

    O „czyimś wcześniejszym wpisie” – zakładam, że mamy na myśli ten sam komentarz – powiem tyle: oponenta nie należy lekceważyć.

  22. Co do filantropa – pełna zgoda.

    „Zrobiliście”, „macie” i „będziecie mieć” – kto?

    I te bojowe surmy – „kolejnego wroga”. Jest Pan na wojnie? Z kim?

    Może trzeba przełamać mentalną barierę i uzmysłowić sobie, że w demokratycznym i różnorodnym społeczeństwie, ludzie mogą się różnić w ocenie rzeczywistości. Krytykowanie takich czy innych postaw drugiej osoby, nie musi oznaczać postrzegania jej w kategoriach „wroga”.

    Oceniać, chwalić lub krytykować trzeba z „głową”. Odnosząc się do meritum i mając choćby skromną „przedmiotową” wiedzę. Co ważne, głowy nie należy mylić z „baśką”, z której swego czasu zamierzał „przyłożyć” historykom pracującym w IPN-ie bohater spotkania.

    Na szczęście, w świecie „cywilizowanym”, w dysputach należy używać siły argumentu, a nie argumentu siły.

  23. Dokładnie Leszek.Nic dodać,nic ująć.A co do wrogòw…to żaden przeciwnik.Bez siły,intelektu,sprytu oraz innych cech,ktòrych ewentualnie można sié obawiać.

  24. Filantrop wspiera za swoje pieniądze,zatem Owsiak nigdy nie był kimś takim.Faktycznie swoją działalnoscią zbudował coś dużego, co niekoniecznie
    wszystkim odpowiada.
    Trzeba go było zostawić w spokoju,a tak po prostu zrobilście sobie kolejnego wroga ,co w tej chwili nie jest bez znaczenia,zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie przemówienie Prezydenta z którego jasno wynika o co tak na prawdę chodzi PIS-owi.
    Macie Owsiaka polityka,i będziecie mieć jeszcze więcej podobnych,którzy jak dotad w d… mieli politykę.

  25. Ponowienie informacji o spotkaniu uznałem za zachętę do wpisania komentarza …

    „Dom według wartości”. Jakich? Za pierwszą godną uwagi pomysłodawcy uznali a priori „przełamywanie barier”. Czy słusznie? Że sprawa wymagała przynajmniej refleksji, jeśli nie próby wyjaśnienia, dowiódł sam przebieg spotkania.

    Język polski jest na tyle bogaty by móc wyrazić w nim, już nawet nie myśli, ale nawet proste emocje, bez konieczności posługiwania się wulgaryzmami. Pan Jerzy Owsiak kilka razy przełamał tę kulturową barierę. W imię jakich wartości?

    Zaprzeczając agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy, Pan Jerzy Owsiak przełamał kolejną
    barierę. Zachował się jak niektóre inne osoby, popularne i znane z określonego typu działalności (aktorzy, sportowcy, politycy, …), które uważają się za uprawnione do autorytatywnego wypowiadania się – żyjemy w epoce do/wolności słowa – na niekoniecznie znane sobie tematy. Jaka wartość towarzyszy temu „przełamywaniu bariery” szacunku dla wiedzy i odpowiedzialności za słowo?

    Rzecz ciekawa. Krytykując minione trzy lata rządów Prawa i Sprawiedliwości, Gość MDSM-u nie zauważył, że to właśnie im zawdzięcza przełamanie pewnej ważnej z punktu widzenia WOŚP bariery. Bariery „niesprawiedliwości”. Sam o niej wspomniał, acz w innym kontekście. Nareszcie Fundacja może działać na takich zasadach jak inne tego typu przedsięwzięcia, bez handicapu, jakim było daleko idące wsparcie instytucji publicznych i samorządów. Symbolicznego znaczenia nabiera w tym kontekście wspomnienie przez Pana Jerzego „Iskier”, przelatujących dawniej nad terenem przystanku Woodstock, a obecnie „mających zakaz”. Należy się, a zakazują.

    Spotkanie przełamało jeszcze jedną barierę. Gościem był człowiek budujący swój publiczny wizerunek poprzez działalność charytatywną. Wypowiadając się o polityce podkreślał raczej swoje neutralne stanowisko i brak zaangażowania o charakterze partyjnym – coś w stylu: wspieramy sprawy, a nie partie. Te założenia, wydawałoby się oczywiste, nie wytrzymały próby … pytania do Gościa. To najdłuższe skierowano do polityka, a odpowiedź na nie trudno uznać, jak i wcześniejsze wypowiedzi, za neutralną (czemu zresztą nie można się dziwić). I to nie jest zarzut. To stwierdzenie faktu – nie ma potrzeby by Pan Jerzy Owsiak, angażują się w politykę (jego dobre prawo), ukrywał się za barierą filantropii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Send this to a friend