Kultura

AUSCHWITZ. MRO o „polskich obozach”

Międzynarodowa Rada Oświęcimska przy Premierze RP z najwyższym zaniepokojeniem obserwuje spór wokół przyjętej przez Parlament RP nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Rada od lat wspierała wysiłki i angażowała się w działania służące walce z kłamliwymi sformułowaniami o „polskich obozach”. Jednak nowe nieprecyzyjne przepisy budzą uzasadnione obawy o ograniczanie wolności w odkrywaniu prawdy o Holokauście, czemu również chcemy się zdecydowanie sprzeciwić. Jednocześnie nie tracimy nadziei na dialog między zainteresowanymi stronami. Co więcej: od 2000 r. to Międzynarodowa Rada Oświęcimska przy Premierze RP jest miejscem właśnie takiego dialogu i porozumienia – z poszanowaniem dla prawdy, w trosce o pamięć o wszystkich Ofiarach, przy zachowaniu wzajemnego szacunku. W obliczu obecnego konfliktu jesteśmy zdeterminowani nadal pełnić powyższą rolę.
Halina Birenbaum, Ocalała z Zagłady
Sara J. Bloomfield, dyrektor Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie
dr Piotr M.A. Cywiński, dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, prezez Fundacji Auschwitz-Birkenau
ks. dr Manfred Deselaers, wiceprzewodniczący zarządu Krakowskiej Fundacji Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu
dr Havi Dreyfus
prof. Barbara Engelking, przewodnicząca MRO
rabin Irving Greenberg
David Harris, dyrektor wykonawczy American Jewish Committee
Christoph Heubner, wiceprezydent Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego
Roman Kent, Ocalały z Zagłady, prezydent Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego
Olivier Lalieu, historyk
Ronald Lauder, przewodniczący Światowego Kongresu Żydów
prof. Paweł Machcewicz
Agnieszka Magdziak-Miszewska
dr Richard Prasquier, prezes Reprezentatywnej Rady Instytucji Żydowskich we Francji (CRIF)
Romani Rose, przewodniczący Centralnej Rady Niemieckich Sinti i Romów
abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki
Avner Shalev, dyrektor generalny Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie i wiceprzewodniczący MRO
prof. Dariusz Stola, dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
Marian Turski, Ocalały z Zagłady, wiceprzewodniczący zarządu Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce i wiceprezydent Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego
Henryk Wujec, wiceprzewodniczący MRO
Marek Zając, sekretarz MRO i przewodniczący Rady Fundacji Auschwitz-Birkenau
Foto: Auschwitz.org
Poprzedni artykułNastępny artykuł

28 komentarzy

  1. „Panie Januszewski, wszyscy tutaj dobrze znamy Pana historię, najdzielniejszego, polskiego opozycjonisty, który jakiś czas przebywał w USA”.

    Drogi anonimie miałem dwa wyjścia. Pierwsze aby jakiś czas przebywać w USA albo drugie znajdować się na głębokości półtora metra pod ziemią. Świadomie wybrałem to pierwsze bo moje dzieci mogły zachować swego ojca i nie musiały na ulicy żebrać. W drugim przypadku miałbym tam tabliczkę z napisem: „Umarł biedak, koń go kopał pies go j…….! Wiatr mu nawiał liści kupę, spij biedaku ….j ci w ….ę!”. Pan jedynie dzisiaj poszedłbym tam i składając kwiatek za 5 złotych zapytał się sam siebie: czy mu to było potrzebne? I co najwyżej zrobiłby sobie zdjęcie pokazując kolegom, że spełnił swój ojczyźniany obowiązek chwaląc się, że właśnie z grobu dawnego kolegi albo znajomego. To tyle!

  2. „bardzo inne sprawy”
    Sypało się od dawien dawna albo nawet od czasu powołania Muzeum. Sypało się za Smolenia, Wróblewskiego i sypie się nadal. Żaden z nich nie czuł Polski. Zresztą jak mogło być inaczej skoro koleś Smolenia Cyrankiewicz przyczynił się do śmierci rotmistrza Pileckiego i nawet nie protestował? Przez długie lata istniała zmowa milczenia!!!

  3. JANUSZ JANUSZEWSKI JESTEŚ WIELKI !! Zabrakło naszego dyrektora p.Smolenia i wszystko się zaczeło sypać..Jedynie jeszcze profesor p.Wacław Długoborski..przecież to byli więżniowie..

  4. Panie Januszewski, wszyscy tutaj dobrze znamy Pana historię, najdzielniejszego, polskiego opozycjonisty, który jakiś czas przebywał w USA, ale proszę sobie raz na zawsze zapamiętać, że Pan Dyrektor Piotr Cywiński jest tylko człowiekiem, a przede wszystkim prezesem Fundacji Auschwitz-Birkenau, której aktywa i pasywa wykazują stan ponad 470 mln zł. Czy mam to Panu przeliczyć na dolary?

  5. Piękny skład w MRO, można rzec „SAME SWOJAKI” ulokowane przy Premierze RP, ciekawe kto ich finansuje

  6. Oświęcimscy włodarze i politycy obudźcie się, kiedy nastąpi jakaś wasza reakcja? – WAKE UP!
    Wzywamy Prezydenta, Prezesa Rady Ministrów, Marszałka Sejmu i władze samorządowe w Oświęcimiu do usunięcia dra Piotra M.A.Cywińskiego ze stanowiska Dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau i powierzenia tej funkcji osobie, która z miejsca uświęconego krwią tysięcy polskich patriotów nie będzie rugować pamięci narodowej Polaków. – KOGO WY NA TYM STANOWISKU BRONICIE?

  7. Także w Polsce o Niemcach jako sprawcach pisano tylko przez kilka lat po wojnie, ale wkrótce potem powstało pierwsze na ziemi niemieckiej antyfaszystowskie państwo robotników i chłopów. Hitlerowcy mieszkali tylko w RFN. Skoro nie wypadało pisać „Niemcy”, więc zaczęto używać nazwy „hitlerowskie Niemcy” albo już tylko „hitlerowcy”. Po 1989 roku przetłumaczono ten zwrot, którego na Zachodzie nikt nie rozumiał, na „nazistów”.
    Czy to słuszne – na takie pytanie musicie sobie odpowiedzieć sami. Oczywiście nie wszyscy Niemcy byli nazistami, ale praktycznie wszyscy naziści byli Niemcami. W ostatnich wolnych wyborach w 1932 roku partia nazistowska zdobyła tylko (aż) 42% głosów. Z drugiej strony w późniejszych latach wielu Niemców, nawet początkowo niechętnych Hitlerowi, dało się uwieść nacjonalistycznej propagandzie i szczerze wierzyło, że za ograniczenie bezrobocia (akurat kończył się kryzys), programy socjalne i autostrady, Hitlerowi należy się wdzięczność. Kiedy wybuchła wojna, nastroje dalekie były od entuzjazmu. Po pierwszych zwycięstwach – euforia. Po pierwszych klęskach – strach i zniechęcenie. Także strach przed gestapo. Na ten temat, problemu tzw. niemieckiej winy, napisano tony książek, bez jednoznacznego, łatwego rozstrzygnięcia, które jest chyba niemożliwe.

  8. Odnosząc się do spekulacji, czy to lenistwo czy niewiedza piszących o „polskich obozach”. Moim skromnym zdaniem jest to pokłosie, jak najbardziej, świadomej polityki pierwszego kanclerza RFN, Konrada Adenauera. Polegała ona na wymazaniu ze świadomości, najpierw niemieckiej, potem światowej, opinii publicznej, skojarzeń Niemiec ze zbrodniami wojennymi. Tym sposobem, krok po kroku, zastępowano przydawki „niemieckie” przez „hitlerowskie”, „nazistowskie” czy „faszystowskie” (to ostatnie jest lekką aberracją). Współczesny stan wiedzy różnych dziennikarzy i twórców powoduje, że żeby umiejscowić geograficznie gdzieś te obozy, piszą o „polskich”, no bo tam one zostały utworzone . Wszak nie istnieje żadna Nazilandia czy Hitlerlandia, a z nazwy III Rzesza wyjdzie co najwyżej jakaś „rzeszowszczyzna”.
    Nie chcę napisać, że cała ta polityka to główne założenie polityki historycznej powojennych Niemiec, bo nie znam żadnych dokumentów na ten temat, ale na pewno pomysł Adenauera przyjął się w formie praktycznej i jest realizowany. Można powiedzieć, że teraz już samoczynnie. Proszę sobie więc wyobrazić, że teraz będzie potrzeba porównywalnego czasu i samozaparcia, aby odwrócić te zmiany w świadomości opinii publicznej.

  9. Nikt nie napiszę nic, wszyscy się boją, bo nie chcą stracić pracy w Muzeum.

  10. Nikt nie napiszę nic, wszyscy się boją, bo nie chcą stracić pracy w Muzeum.

  11. Może napisze na tym forum coś więcej pracownik muzeum, może były pracownik lub historyk, który miał kontakty, przewodnik. Jest ich w Oświęcimiu wielu. Jako Oświęcimianie i Polacy chcielibyśmy z wiarygodnych źródeł wiedzieć dlaczego naziści, a nie Niemcy – zarówno w książkach jak i podczas oprowadzania wycieczek. Czy tak jest nadal i dlaczego, jakie były tego źródła, kto narzucał i czy nadal? Jak instruowane są wycieczki z Izraela. Opinii jest wiele, a jaka prawda?

  12. Dlaczego taki tytuł? Brak refleksji redaktora?
    A ktoś się „czepiał” redaktorów z drugiego krańca świata,
    a na oświęcimskim portalu taki „kwiatek” 🙁

  13. Z wyznaniem wiary trudno polemizować, ale są w komentarzu Pani „gołębicy” fragmenty do których warto się odnieść.

    Trudno podejrzewać leniwego kubańskiego dziennikarza (zakładamy prawdziwość podanego przykładu), by chciało mu się, do nazwania obozu, użyć więcej niż jednego przymiotnika. Pisał zapewne w języku hiszpańskim. „Polski” to „polaco”, a niemiecki „aleman”. Powstaje pytanie, dlaczego z dwóch sześcioliterowych wyrazów wybrał ten pierwszy? Czy leniwi polscy dziennikarze piszą o kubańskim (w stosunku do „amerykańskiego” spora oszczędność literowa) więzieniu Guantanamo albo o japońskich bombach atomowych, które zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki? Może problem tkwi nie w lenistwie, lecz w niewiedzy?

    W swojej argumentacji odwołała się Pani do sztuki filmowej. Proponuję przywołać filmy bardziej współczesne. Wspomniana już „Złodziejka książek”, „Nasze matki, nasi ojcowie”, czy wreszcie „Pokłosie” powstały przed styczniem 2018 r. W pierwszym Niemcy wcale nie są źli, a w pozostałych źli są Polacy.

  14. Przecież to historyku napisałam. Pojawiały się, ale incydentalnie i prawie wyłącznie z głupoty, a nie ze złej woli. Uznanie, że obozy były polskie, wymagałoby przekonania czytelników, że Hitler był Polakiem, Himmler był Polakiem, itp., a przecież w tak piramidalną bzdurę nikt by nie uwierzył.
    Sami stworzyliśmy sobie problem, który wcześniej nie istniał.

  15. Gołębico, nie prawda! Polskie obozy w prasie światowej pojawiają się od kilkudziesięciu lat. Problem tylko na tym polega, że kiedyś internetu nie było i mało ludzi o tym wiedziało albo się tym nie interesowało.

  16. Wbrew temu, co się Czesławowi wydaje, nikt przy zdrowych zmysłach dotąd nie twierdził, że obozy koncentracyjne były „polskie”. Frazy takie pojawiały się, owszem, około 100 razy rocznie w różnych gazetach na świecie (według rozeznania polskich placówek dyplomatycznych), w tym w 90% w czasopismach lokalnych. Wynikało to stąd, że np. dziennikarzowi w „Głosie Santiago de Cuba” nie chciało się pisać długiego i z jego punktu widzenia niepraktycznego zdania: „niemieckie, nazistowskie obozy koncentracyjne na okupowanych przez Niemcy terenach Polski”. Pisał więc: „polskie obozy”, nie mając pojęcia, że to się komuś w Polsce może nie spodobać. Starsze pokolenie mieszkańców tej planety oczywiście i tak wiedziało, że w czasie wojny ludzi w komorach gazowych zabijali Niemcy. Znajomość historii młodego pokolenia natomiast (nie czytającego książek) opierała się na filmach w rodzaju „Pianista” czy pierwsza lub trzecia część „Indiany Jonesa”. Tam również tymi „złymi” w czarnych mundurach ze swastyką zawsze byli Niemcy. Wiedza taka, prosta i nieskomplikowana, ludziom wystarczała. Nie było w tym obrazie jakichkolwiek Polaków, szmalcowników lub chłopów mordujących po lasach Żydów.
    Jednak od końca stycznia, po awanturze z nową ustawą, bardzo wielu dowiedziało się, że poza Niemcami ktoś inny też jeszcze Żydów zabijał i że to byli polscy antysemici. Inicjatorom tej ustawy gratuluję więc piorunującego efektu: w ciągu ostatnich 10 dni o „polskich obozach” napisano w światowych mediach coś chyba z milion razy.

  17. Poziom wypowiedzi Międzynarodowej Rady Oświęcimskich, nie broniącej zdecydowanie prawdy historycznej i polskiej racji stanu, nie budzi uznania i zaufania dla jej czlonkow.

  18. O sprawach poważnych należy rozmawiać poważnie, albo wcale. Bywa, że wymaga to czasu (czyt.: przydługiego tekstu).

    Pomysł Pani polonistki potraktowałem najpierw jako próbę sprowadzenia poważnego problemu ad absurdum. Po głębszym zastanowieniu pomyślałem, że idea nie jest bezzasadna – repetitio est mater studiorum.

    Pozostaje ustalić, czy są powody do powtarzania. Dobrą stroną prób negowania wyłącznej niemieckiej odpowiedzialności za Holokaust jest ujawnienie się panującej w tej sprawie niewiedzy (cynicznych i wyrachowanych kłamców pomijam). Przypomnę tylko sprawę z „naszego podwórka”. W kwietniu ubiegłego roku zasadzono na Zasolu Dąb Wolności przywieziony z Guerniki. Przewodnicząca baskijskiej delegacji Pani Ana Otadui Biteri przed wyjazdem powiedziała w wywiadzie dla tamtejszej prasy, że jedzie do bynajmniej nie niemieckiego obozu koncentracyjnego. Na marginesie, czy władze Oświęcimia pochyliły się nad tym problemem i podjęły jakieś kroki – mam na myśli edukowanie zaprzyjaźnionych Basków – czy ograniczyły się do doglądania Dębu Wolności?

    Może się Pani ze mną nie zgodzić, ale kwerenda tekstów dotyczących byłego niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau w prasie zachodniej, moim zdaniem, nie pozostawia złudzeń – są Polacy i Żydzi. Niemców zastąpili „naziści”.

    Swego czasu „wirtualnie”, w wersji angielskojęzycznej, zwiedziłem były niemiecki obóz Dachau.
    Pierwszy zwrot „German” dotyczył informacji … że po roku 1939 niemieccy więźniowie w Dachau stali się mniejszością. Drugi użyty w zwrocie „niemieckie obozy koncentracyjne” zamieszczony był w cytacie ze wspomnień jednego z więźniów, trzeci ponownie dotyczył niemieckich więźniów, a czwarty i ostatni odnosił się do języka niemieckiego. Kto zawinił? Mowa o SS i Gestapo – bez wyjaśnienia tych terminów – oraz o ideologii nazistowskiej. Równie szokująco prezentowała się krótka tabelka chronologiczna. W kolumnie III Rzesza termin „Germany” pojawiał się trzy razy, zaś w kolumnie Obóz Koncentracyjny Dachau tylko raz … gdy mowa o zesłaniu do obozu niemieckich i austriackich Żydów.

    Można i tak pisać historię – bez niepotrzebnego używania słowa „Niemiec”. A gdzie szacunek dla prawdy?

    Można też pisać porywające powieści. W katalogu Miejskiej Biblioteki Publicznej w Oświęcimiu znajdziemy „Złodziejkę książek” Markusa Zusaka. W bibliotece młodych 9 egzemplarzy, w wypożyczalni dalsze 2, ostatni w czytelni naukowej. Jest i film na CD. Pomijam szeroko pojęte walory literackie prozy Pana Markusa. Z punktu widzenia interesującego nas problemu książka (a i film) – bynajmniej nie traktowane jako fantastyka – mówi o złych Nazistach prześladujących Żydów i próbujących ratować tych ostatnich Niemców.

  19. I wtedy do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz przybył Niemiec Mengele, który z Niemcem Hessem oraz pozostałymi Niemcami SS-manami przy użyciu niemieckiego cyklonu b … Tak odtąd trzeba pisać?

  20. Dzisiaj w Muzeum Auschwitz można kupić w różnych językach monografę obozu, zatytułowaną „Auschwitz. Nazistowskimoboz smierci”. O Niemcach nie ma w tytule najmniejszej wzmianki.

  21. Za wszystkie te przekłamania odpowiadają nasi historycy i pracownicy Muzeum. Mam w ręku książkę „Oświęcim, Hitlerowski obóz masowej zagłady” wydaną w 1987 roku i prawie nigdzie nie pisze tam, że to niemiecki obóz zagłady. Wszędzie jest albo hitlerowski albo faszystowsko hitlerowski a także obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. Określenie nacji dopiero się pojawia przy podawaniu narodowości więźniów np. kryminaliści niemieccy albo więźniowie niemieccy. Nawet lekarze nie maja narodowej przynależności bowiem są podani jako lekarze SS podobnie jak i strażnicy czy administracja obozu. Ile nacji na świecie wie kim oni byli skoro faszyści i naziści pojawiają się ale w prasie i w telewizji polskiej. Autorami książki są: Józef Buszko, Danuta Czech (b. sekr. PO PZPR w Muzeum), Franciszek Piper, Barbara Jaros, Henryk Świebocki, Andrzej Strzelecki i Kazimierz Smoleń (dożywotni dyrektor). Do kogoż my mamy pretensje skoro nasi historycy przez lata nie potrafili, nie chcieli albo celowo manipulowali faktami?

  22. Nie takich pytań spodziewalibyśmy się po Radzie. Jednak obserwując troszkę życia nie jest to zaskoczenie.

  23. Warto poprosić członków tej Rady, aby przedstawili dotychczasowe swoje dokonania w walce ze sformułowaniem „polskie obozy”.

  24. Międzynarodowa Rada Oswiecimska nie miała odwagi powiedzieć, że były oboz Auschwitz był nie polski, lecz niemiecki.
    Dopiero musiał to powiedzieć minister spraw zagranicznych Niemiec.

  25. Kilka dni temu opublikowali Państwo wystąpienie Pana Piotra Cywińskiego, dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, wygłoszone 27 stycznia br.

    Zamierzałem wówczas napisać komentarz. Pomyślałem jednak, że rozsądniej będzie poczekać na stanowisko jakie, jak się spodziewałem, zajmie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w sprawie konfliktu, do jakiego doszło w związku z nowelizacją Ustawy o IPN. Doczekałem się, acz pośrednio. I stąd decyzja o publikacji komentarza.

    Pan Dyrektor Piotr Cywiński zapytał w swoim wystąpieniu: „Czyżby Auschwitz niczego nas nie nauczyło?”

    Pytanie jak najbardziej zasadne także w kontekście ostatnich wydarzeń związanych z reakcją niektórych społeczności i środowisk na projekt nowelizacji ustawy o IPN. W mojej ocenie odbieramy właśnie bezcenną i chyba decydującą lekcję. Czy można budować relacje międzyludzkie (szerzej: międzynarodowe) bez fundamentu prawdy? Można, ale bez prawa do oczekiwania dobrych rezultatów. Przez dziesięciolecia prawda o II wojnie światowej i o Auschwitz poddawana była erozji. Można mądrze i wzniośle tłumaczyć, że zło ma wymiar ogólnoludzki, że nie jest przypisane do żadnej nacji, a jego okrutne konsekwencje dotykają wszystkich. Tylko dlaczego u kresu tych górnolotnych i miłosiernych rozważań znajdujemy bardzo konkretne twierdzenie, że to jednak Abel zabił Kaina?

    Auschwitz nie nauczyło nas szacunku do prawdy. A powinno. W „Dymach nad Birkenau” Seweryny Szmaglewskiej podobno (nie sprawdzałem, wierzę na słowo) nie pojawia się słowo „naziści”. Dla piszącej tuż po wojnie Autorki oczywistym było, że zbrodniarzami byli Niemcy. Na niemieckich środkach transportu widniał w czasach wojny napis „Nur fur Deutsche”, nie „fur Nazi”. W miarę upływu czasu ta prawda została zapomniana. Więcej, zastąpiona oskarżeniami kierowanymi w stronę Polski i Polaków.

    Jak można skutecznie reagować na „kolejne odsłony ludobójczego szaleństwa”, jeśli stawianie znaku równości pomiędzy oprawcami z czasów II wojny światowej i ich ofiarami nie napotyka na jednoznaczny i zdecydowany sprzeciw? Ten zaś pojawia się, gdy Polska upomina się o szacunek dla prawdy.

    Jak pamięć ma nieść zobowiązania, jeśli oparta jest na fałszu?

    Po co uczyć „zdolności organizowania sprzeciwu obywatelskiego”, skoro poważne instytucje, posiadające stosowne umocowanie oraz odpowiednie środki , milczą w obliczu zakłamywania prawdy, do obrony której zostały powołane?

    Jak pogodzić krytykę współczesnego „świata konsumpcji i przyjemności” z równoczesnym, chyba nieco bezrefleksyjnym, samozadowoleniem z rosnącej co roku liczby „odwiedzających”?

    Jaki cel i sens ma straszenie „brunatnymi ugrupowaniami bezczeszczącymi nasze ulice i miasta”, skoro realne zagrożenia mają zupełnie inny, wcale nie brunatny kolor.

    Jak można nawoływać do „rozumnego korzystania z mass mediów” i nie reagować na kłamstwa o obozach, rzekomo nie niemieckich, tylko np. nazistowskich? Przypominam – oficjalna nazwa, wywalczona nie bez trudu, brzmi: „Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady”.

    Pan Dyrektor Piotr Cywiński wini „królową nauk” za zło dzisiejszego świata. Bezzasadnie. Wśród twórców najokrutniejszych systemów totalitarnych trudno szukać wybitnych matematyków. To raczej „humaniści” rościli sobie pretensje do „naprawiania” świata i „uszczęśliwiania” jego (przynajmniej niektórych) mieszkańców.

    Matematyki nigdy za wiele. Historii też, pytanie jakiej? Bo w odróżnieniu od matematyki, w tej dyscyplinie zdaje się panować nie prymat mądrzejszego tylko „silniejszego”.

    I na koniec, odnosząc się już do tekstu MRO, pytam: które „nieprecyzyjne przepisy budzą uzasadnione obawy o ograniczanie wolności w odkrywaniu prawdy o Holokauście”? Łatwo narzekać na matematykę, znacznie trudniej o matematyczną precyzję.

    Jedyny znany mi przypadek (co nie znaczy, że nie było i innych) ograniczania „wolności w odkrywaniu prawdy o Holokauście” to przerwanie i zakaz dalszego prowadzenia prac archeologicznych w Jedwabnem.

    I może warto by (znów ta matematyka) doprecyzować „w odkrywaniu prawdy o zaplanowanym i przeprowadzonym przez III Rzeszę Niemiecką Holokauście”. To, że niektórzy przedstawiciele podbitych nacji odpowiedzialni są za śmierć pewnej liczby Żydów nie zdejmuje z III Rzeszy Niemieckiej wyłącznej odpowiedzialności za Holokaust. Do ustalenia: przedstawiciele jakich nacji, ilu, dlaczego i w jaki sposób przyczynili się do śmierci Żydów, albo sami Żydów zamordowali. Oczywiście katalog pytań można rozbudować.

    I uwaga do Redakcji – proszę nie traktować tego jak formę cenzury – w obecnej sytuacji mówienie w jakiejkolwiek formie (nawet ujmując ten zwrot w cudzysłowie) o innych niż niemieckie obozach powinno zostać, dla przyzwoitości, poniechane. Tytuł mógł równie dobrze brzmieć „MRO w sprawie kłamstw o innych niż niemieckie obozach zagłady”.

  26. No cóż, moi bliscy zginęli w polskim obozie w Oświęcimiu, teraz się dopiero o tym dowiedziałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Send this to a friend